„Newsweek” raczy czytelników kolejną porcją wywiadów z polskimi „autorytetami”, czyli osobami, które nie chcą w Polsce katolicyzmu, Kaczyńskiego i opozycji. Chcą za to tuskolandu (więcej dla siebie, mniej dla innych) oraz świętego spokoju. Tym razem czytamy przejmujący wywiad z wyblakłą już niestety gwiazdą polskiego kina panem Kazimierzem Kutzem (jednym z tych wulgarnych postaci = mowa nienawiści).
O przygotowaniach do filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze, Kutz mówi: „W gruncie rzeczy chodzi o to, że oni nie mają ani pieniędzy, ani scenariusza. To jest genialny chwyt PR-owski ze strony PiS. Wie pan co się teraz stanie? Oni zaczną zbierać pieniądze. Włączy się w to Rydzyk. Można zrobić z tego wehikuł polityczny, medialny, bo to jest walka o ekran, telewizję, istnienie. Ten wehikuł będzie wiózł Kaczyńskiego do władzy i na trzy miesiące przed wyborami film będzie gotowy. Na Jasnej Górze będzie prapremiera i pięć milionów pielgrzymów przeżyje to jako cud. Tu nie chodzi o kino”. Co tu komentować, Pan Kutz jest mistrzem mowy nienawiści.
Natomiast o krytyce Macieja Sthura za pseudonaukowe i pseudo - historyczne wypowiedzi związane z filmem „Pokłosie” mówi: „Prezes ogłosił, że nie powinno się chodzić do kina, bo to jest świństwo. Obrzydzili ten film (…) Trzeba zrobić swoje, iść na całość. Zostaje honor Stuhra, który sprostał trudnej sytuacji jako człowiek. Podziwiam jego heroizm. Przecież go kamienują, a on to wszystko bierze na siebie”.
Widać mistrz kpiarzy i cyników Kazimierz Kutz ma się dobrze!
philo
