- Nie trzeba być naukowcem żeby zrozumieć, że to stworzy nadmierną pokusę, gdy osoba będzie czuła się niesłusznie zobligowana by wykorzystać sytuację – mówił ks. Thomas Berg jedyny członek komitetu ds. badań z wykorzystaniem komórek macierzystych, który głosował przeciw płaceniu kobietom za komórki rozrodcze. Jego zdaniem będzie to koniec honorowego dawstwa a początek handlu.

Zezwolenie na wydatkowanie pieniędzy podatników na zakup komórek od kobiet wydał dwa tygodnie temu stanowy fundusz Empire State Stem Cell Board, "New York Times" zajął się tematem dopiero wczoraj. Władze funduszu wyceniły już potencjalną kwotę, jaką będzie mogła otrzymać kobieta. Za jedną komórkę jajową organizacja zapłaci nawet 10 tys. dolarów.

Dlaczego aż tyle trzeba płacić kobietom? Procedura pobierania komórki jest bardzo bolesna i ryzykowna. Do tej pory naukowcy wykorzystywali do eksperymentów tzw. nadliczbowe embriony, niewykorzystane przy zapłodnieniu in vitro.

Dlaczego naukowcom zależy na eksperymentach na komórkach "świeżo" pobranych od kobiety? Ich zdaniem są to komórki lepszej jakości i ich wykorzystanie pozwoli rozszerzyć zakres prowadzonych badań.

Zwolennicy tego typu badań obawiają się, że niedługo zabraknie im altruistycznych wolontariuszek, które za darmo oddają swoje komórki do celów naukowych. Mają nadzieję, że wysokie wynagrodzenie zachęci kobiety do oddawania komórek.

Krytycy eksperymentów są pewni, że przekształci się to w biznes i kobiety w trudnej sytuacji materialnej będą oddawać komórki w celach zarobkowych.

Do tej pory Krajowa Akademia Nauki nie zezwalała na płacenie kobietom za komórki rozrodcze przekazywane do badań. W marcu prezydent Barack Obama zniósł restrykcje zabraniające federalnego dotowania badań z wykorzystaniem komórek macierzystych i jedyne ograniczenia w tej kwestii stanowią teraz postanowienia Kongresu.

AJ/ND/Nytimes.com

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »