Paradoksalnie, dziś będę bronił Owsiaka. Dlaczego? Czytałem niedawno w "Rz" artykuł, w którym wręcz wypomniano mu ojca milicjanta. To nieetyczne i strasznie małe. Natychmiast nasuwają się skojarzenia z bolszewią, która sadziła dzieci „winami” ojca. Wstrętne.


Mówi się o wykorzystywaniu Jurka do celów politycznych. Nie będę żarliwie tej opinii zaprzeczać, ale proszę mi powiedzieć, co w tej chwili robi PiS wokół WOŚP? Czy nie wykorzystuje całej sytuacji po to, by podbudować swoje własne morale? Gdzie był PiS, Brudziński i  cała ekipa w roku 2000,  kiedy - po napisaniu przeze mnie piosenki „Państwo Wielkiej Powszechnej Niemocy” kontestującej (delikatnie mówiąc) WOŚP - wszyscy rzucali na mnie kalumnie, że jestem odszczepieńcem i chamem, który nie chce pomagać dzieciom?

 

Dziś mój stosunek do WOŚP jest taki sam, jak w roku 2000, nic się nie zmieniło. Może tyle, że z roku na rok  coraz bardziej mnie irytuje. Jaki był powód  zmiany zdania na temat Orkiestry? Grałem przecież od pierwszego finału, pierwsze siedem orkiestr. Pierwsza Orkiestra wystartowała dlatego, że dziecko Owsiaka miało problemy zdrowotne – to  podstawowa sprawa, o której trzeba pamiętać. To był z mojej strony akt koleżeńskiej pomocy. We wspomnianym artykule "Rz" zarzucała, że Owsiak pracował wtedy w reżimowej harcerskiej rozgłośni radiowej, ale to była jedyna rozgłośnia, która chciała wtedy puszczać piosenki Piersi, więc zwyczajnie po ludzku odczuwałem względem niego – poza normalnym odruchem chęci pomocy bliźniemu - także jakąś wdzięczność. Pierwsze finały były wydarzeniami naprawdę bardzo spontanicznymi, były chaotyczne, ale zarazem szczere i prawdziwe – to nie była taka fabryka, jak dziś. Prawdziwy odruch serca. Kiedy to zaczęło się zmieniać? Do pewnego czasu byłem przekonany, że absolutnie wszyscy uczestniczą w tym zdarzeniu charytatywnie, że nikt nie pobiera żadnych wynagrodzeń. Kiedy się dowiedziałem, że prezenterzy radiowi, telewizyjni, kamerzyści, akustycy, oświetleniowcy, ochroniarze, etc. - absolutnie wszyscy oprócz muzyków zarabiają pieniądze to – broń Boże, nie dlatego, że chciałem zarabiać - widziałem w tym jawną niesprawiedliwość. Zacząłem się baczniej przyglądać Orkiestrze. Kroplą, która przelała czarę goryczy był cel jednego z finałów, kiedy Jurek zbierał pieniądze na karetki. Wtedy pomyślałem sobie: "Jakie karetki?! Rozumiem, że może brakować specjalistycznych urządzeń, na które nie stać szpitali, ale karetki to są przecież nasze podatki. Dlaczego WOŚP ma wyręczać władzę w ewidentnie elementarnych jej powinnościach?”. Kiedy dodatkowo zdałem sobie sprawę z tego, że wszystkie firmy sponsorujące WOŚP spędzają w telewizji, w najlepszym czasie antenowym, łącznie z logiem swojej firmy, kolosalne ilości czasu, ile musiałyby zapłacić za taka reklamę, a potem zobaczyłem nie światełka puszczane do nieba, ale wylatujące w powietrze grube pieniądze - bo przecież tych sztucznych ogni nikt za darmo nie strzela - to miarka się przebrała. Z czasem okazywało się również, że pewnych specjalistycznych urządzeń kupowano ogromne ilości, a te okazywały się zbędne, w konsekwencji czego – zalegały magazyny. Wydaje mi się, że pieniądze zbierane przez WOŚP nie są do końca wydawane w sposób rzetelny i przemyślany.

 

Była jeszcze jedna sprawa, która skutecznie zniechęciła mnie do orkiestry – wszystkie pojawiające się hasła, typu "Jurek, gramy dla ciebie". Jakie dla ciebie? To nie jest moja zazdrość, ale ludzie, którzy tworzyli orkiestrę-przede wszystkim muzycy i ich ekipy – najpierw zostali stopniowo zepchnięci na drugi plan, a potem nawet  wykształciła się sytuacja, w której niezagranie dla WOŚP oznaczało, może nie ostracyzm, ale na pewno niechęć, zarówno ze strony środowiska, publiczności jak i mediów. Szczególnie w czasach rządów SLD.

 

not. eMBe