Poparłeś oficjalnie w wyborach senackich w Rybniku kandydata Józefa Makosza, byłego prezydenta Rybnika, zajął drugie miejsce. To sukces?
Może i wynik byłby lepszy, gdyby nie to, że kandydat którego wspierałem, rozpoczął całą kampanię wyborczą 10 dni przed wyborami. Jakby wykazywał większe zainteresowanie kandydowaniem, to by wygrał. Bezapelacyjnie zwyciężył przecież w samym Rybniku. Podsumowałbym wyniki tych wyborów jednym zdaniem: totalna klęska Platformy Obywatelskiej.
Byłeś na spotkaniach przedwyborczych, kogo ludzie chcieli wybierać?
Kogoś swojego, kto będzie dbał o nich, o lokalne sprawy, choć też w kontekście Polski. Niestety widać, że działają jeszcze partyjne szyldy, choć ludzie w sumie oczekują kandydata zależnego od nich, a nie od partii politycznych. W wyborach do senatu wygrywają wizerunki. Dlatego, że mają zbyt duże okręgi wyborcze, obejmujące blisko 300 tys. osób. Jakby była połowa tej ilości osób, bardziej wielkości powiatu, czyli ok. 150 tys. osób, to byłaby większa szansa na zwycięstwo Makosza.
Widać jednak zmiany jak w Elblągu czy Bytomiu, gdzie samorządowcy mogli odwołać słabego przedstawiciela władzy, również podczas trwania jego kadencji. Budzi się czynnik obywatelski.
Platforma Oburzonych ze zmielonymi.pl i Solidarnością działa wspólnie dalej? Jakie są najbliższe plany?
Prowadzone są rozmowy z kancelarią prezydenta w sprawie spotkania z szefem Solidarności Piotrem Dudą i moją osobą, jako czynnikiem społecznym. Idzie opornie, ale liczę, że się uda porozmawiać. Reszta działań to tajemnica.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
