W rosnącej nieopodal kamienia upamiętniając ofiary katastrofy smoleńskiej brzozie tkwi kawałek rozbitego Tu-154. Miał wryć się w pień drzewa, kiedy zahaczył o niego samolot z polską delegacją na pokładzie.
"Rzeczpospolita" zastanawia się, czy kawałek samolotu wbił się w drzewo sam, czy też zrobił to ktoś już po wypadku.
Prokurator Andrzej Majcher, szef biura lustracyjnego w katowickim IPN i organizator wyjazdów do Katynia (katowicki oddział Instytutu takie wyjazdy organizuje od trzech lat, głównie dla młodzieży), natrafił na rozbieżności, przeglądając zdjęcia z dwóch wyjazdów.
- Przygotowując się do prelekcji dla młodzieży o zbrodni katyńskiej, a przy okazji o wyjazdach na miejsce tragedii, robiłem zestawienie zdjęć z dwóch wyjazdów i zauważyłem, że wbity w brzozę kawał blachy nie znajdował się w tym miejscu 13 dni po katastrofie – mówi. Istnieje zatem możliwość zainstalowania kawałka tupolewa później.
Zdjęcie drzewa bez części samolotu pochodzi z 23 kwietnia, gdy na miejscu katastrofy była ekipa śląskich notariuszy oraz trzy osoby z katowickiego IPN. Fragment samolotu jest już na zdjęciach z września. Brzoza jest charakterystyczna, rozwidla się od pnia. Na zdjęciu z kwietnia widać, że kora jest świeżo uszkodzona.
– Pokazywałem to uczestnikom wyjazdów. Byliśmy tym poruszeni, ale nikt nie miał wątpliwości. To samo drzewo, to samo ujęcie – mówi prokurator.
- Oczywiście, że pamiętam ten fragment wbity w drzewo. Byliśmy przekonani, że stało się to samoistnie. Jestem zaskoczona, że mogło być inaczej. Ale odbieram tę informację pozytywnie. To nie jest dla mnie próba ingerencji w prawdę, ale forma upamiętnienia tego miejsca. Zakładam, że ktoś, jeśli rzeczywiście to zrobił, to po to, by stworzyć tu miejsce-symbol i by zachować pamięć o tej tragedii – mówi Zuzanna Kurtyka.
- Już w dniu katastrofy zauważyliśmy, że ten kawałek tkwi głęboko w drzewie. Podczas poszukiwania i zbierania części maszyny początkowo próbowano go wydostać, ale było to trudne. Żeby go wydobyć, trzeba by drzewo ściąć – mówi Andriej Jewsiejenkow, przedstawiciel władz w Smoleńsku, który zapewnia, że kawałek samolotu jest wbity w brzozę od początku.
Wokół odłamka Tu-154 widać ślady piły, którą najwyraźniej próbowano go wyciąć. Najprawdopodobniej po wycięciu kawałka pnia stał się bardziej widoczny – konkluduje "Rzeczpospolita".
eMBe/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

