Złożone w prokuraturze zeznania porucznika Wosztyla wraz ze wszystkimi jego danymi i adresem zamieszkania znalazły się w internecie. Prokuratorskie dokumenty zostały ujawnione zaraz po tajemniczej śmierci technika pokładowego z jaka, Chorążego Remigiusza Musia, który wraz z porucznikiem Wosztylem 10 kwietnia lądował w Smoleńsku.
Sprawą zamieszczenia zeznań w sieci zajęła się prowadząca śledztwo Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
– Zajmujemy się sprawą wycieku tych zeznań – powiedział w rpzmowie z dziennikiem "Fakt" kapitan Marcin Maksjan z wojskowej prokuratury. – Niebawem zostanie podjęta decyzja procesowa w tej sprawie, najprawdopodobniej kwestia ta zostanie wyłączona do odrębnego postępowania.
Według informacji "Faktu", sprawę bada także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Dokumenty te zamieszczone są na amerykańskich serwerach, więc aby je usunąć musimy zwrócić się o pomoc do strony amerykańskiej – mówi dziennikowi osoba znająca kulisy śledztwa.
Z wnioskiem objęcia ochroną kpt. Wosztyla do szefa MSW zwrócili się członkowie parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. – Członkowie załogi Jaka-40, którzy również złożyli zeznania w śledztwie, mogą zostać objęci ochroną, jeśli wystąpią o to prokuratorzy. Prokuratura ma pełną wiedzę o wadze zeznań, w kontekście tego samobójstwa może także ocenić ewentualne ryzyko dla śledztwa – powiedział szef MSW Jacek Cichocki.
Mało prawdopodobnym jest, że śledczy podejmą taką decyzję. – Wojskowa Prokuratura Okręgowa nie posiada wiedzy na temat zagrożeń dotyczących tego świadka w śledztwie – stwierdził płk Maksjan.
eMBe/Fakt.pl
