A wszystko przez telewizyjne wystąpienie Percy'ego Suttona, prawnika z Nowego Jorku. W wywiadzie dla programu "Inside City Hall" ten szanowany osiemdziesięcioletni mecenas przyznał, że "islamski radykał" Khalid Abdullah Tariq al-Mansour, "jeden z najbardziej zamożnych ludzi na świecie", poprosił go niegdyś o list rekomendacyjny do władz harwardzkiego wydziału prawa dla – wówczas nieznanego nikomu – Baracka Obamy.
Podczas programu Sutton opowiedział jak saudyjski bogacz, który wówczas "zbierał pieniądze dla Obamy", sam przedstawił mu przyszłego studenta. Prawnik dodał, że al-Mansour poinformował go najpierw w liście, że "jest pewien młody mężczyzna, który złożył dokumenty do Harvardu".
- Wiem, że masz tam kilkoro przyjaciół, bo niegdyś wygłaszałeś tam przemówienia. Czy mógłbyś, proszę, napisać mu list z wyrazami poparcia? - miał prosić w liście al-Mansour.
Sutton potwierdził, że stosowny list rzeczywiście napisał. Przyjaciół na uczelni poinformował, że "sądzi, że to będzie geniusz, który będzie przydatny i że ma nadzieję, że będą go dobrze traktować".
Jeszcze podczas kampanii prezydenckiej dziennikarz "Politico" Ben Smith próbował udowodnić, że historia Suttona jest nieprawdziwa, zrzucając to na podeszły wiek prawnika i szwankującą pamięć. Nie udało mu się jednak wtedy do niego dotrzeć. Rozmawiał natomiast podobno z al-Mansourem, który zaprzeczył opowieściom Suttona.
Po wystąpieniu Suttona w telewizji do Białego Domu zaczęły masowo napływać maile z prośbą o upublicznienie już nie tylko świadectwa urodzenia prezydenta, ale także jego dokumentów z Harvardu.
[video:http://www.youtube.com/watch?v=4EcC0QAd0Ug'/>
AJ/Wnd.com
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




