Ostrą wymianę zdań między posłami PiS i przedstawicielami Ruchu Palikota opisała "Rzeczpospolita". Wszystko działo się w nocy, po wygłoszeniu przez Donalda Tuska sejmowego expose.

Zaczęło się od wystąpienia Andrzeja Rozenka z Ruchu Palikota, który z mównicy wezwał do legalizacji marihuany i odstąpienia od karania osób używających lekkich narkotyków.

Aby jego słowa brzmiały donośniej, Rozenek powiedział, że kilka osób w rządzie Donalda Tuska pali marihuanę. "Wśród posłów Platformy też są palacze marihuany, są też w rządzie, tylko nikt ich nie zamyka w więzieniach" - "Rzeczpospolita" cytuje wypowiedź posła.

Później na mównicę miał wejść Robert Telus z PiS, który zaapelował do wicemarszałka Grabarczyka by ten zareagował, na psucie "dobrego imienia polskiego parlamentu". Wtedy Biedroń miał krzyczeć jak dziecko "Ja palę, palę..."

 

Wszystko jasne. Teraz już wiemy, dlaczego przez cztery lata PO nie była w stanie przeprowadzić żadnych poważnych reform. Nie była w stanie, bo conajmniej kilku członków rządu było w stanie permanentnego upalenia. Po latach być może dowiemy się, że Cezary Grabarczyk jako minister infrastruktury po "faji" układał rozkład jazdy pociagów. Albo, że minister Sawicki zakładał plantację samosiejki... Teraz wiemy też dlaczego Palikot tak bardzo boi się ludzi z Opus Dei w rządzie - można o nich powiedzieć wszystko, tylko nie to, że "jarają".

 

PSaw/rp.pl