Nie jest tajemnicą, że ks. Isakowicz-Zaleski jest, pisząc bardzo delikatnie, sceptycznie nastawiony do ostatniej inicjatywy polskich hierarchów Kościoła katolickiego i Cerkwi. Ma do tego prawo. Duchowny odmówił przeczytania w swojej parafii tekstu wspólnego dokumentu obu kościołów. Tutaj nie jestem przekonany czy postępuje on zgodnie z literą prawa kanonicznego. Nie wchodzę jednak w tą kwestię, bowiem jestem laikiem. Bez wątpienia ks. Isakowicz- Zaleski ma rację, że dziś abp. Józef Michalik ma wielu fałszywych przyjaciół, którzy noszą go na rękach za wspólną inicjatywę z Cyrylem, a w niedalekiej przyszłości nie omieszkają znów mieszać go z błotem, gdy dojdzie do sporu na temat aborcji czy związków homoseksualnych. Z drugiej strony nie można zapominać, że część polskiej prawicy do niedawna uważała abp. Michalika za wyrocznię, a teraz, gdy „nie poszedł on po ich politycznej linii” wytyka mu agenturalną przeszłość. Takie postępowanie nie różni się niczym od tego, co robią „fałszywi przyjaciele” hierarchy. Niestety w Polsce każdy próbuje zaprzęgnąć Kościół do swoich politycznych celów i wykorzystuje jego autorytet. Można więc polemizować z wieloma mocnymi tezami, które stawia ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski i wielu konserwatywnych publicystów w sprawie „pojednania”. W końcu nieprzeczytanie listu w kościołach prawosławnych na terenie Rosji musi budzić niesmak polskiego katolika. Jednak z jedną z tez ks. Isakowicza- Zaleskiego trudno nawet polemizować. I piszę to z prawdziwą przykrością.


„Mam jednak nadzieję, że z pomocą Opatrzności Bożej uda się to wszystko przetrzymać. Nawet zdradę niektórych publicystów katolickich, którzy przeszli na stronę "Gazety Wyborczej" i obozu władzy”- pisze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski na swoim blogu.


Kto jest tym zdrajcą, który przeszedł do obozu władzy i na stronę „Gazety Wyborczej”? Z pewnością duchownemu nie chodzi o publicystów „Tygodnika Powszechnego” czy katolików związanych z „GW”. Oni zdradzić nie mogli, bowiem od zawsze są po przeciwnej niż konserwatyści stronie sporu politycznego. Duchownemu musi więc chodzić o katolickich publicystów związanych z prawicą, którzy, z uwagi na kwestie ewangeliczne a nie polityczne, poparli wspólny dokument polskiego Episkopatu i Cerkwi. Ja również doceniam ten dokument i widzę w nim szansę na walkę z cywilizacją śmierci. Nie sądzę jednak by ks. Isakowicz- Zaleski miał na myśli mnie, pisząc o zdrajcach ( nie jestem katolickim publicystą tego kalibru by się mną zajmować), ale trudno nie zauważyć, że może mu chodzić o Tomka Terlikowskiego, który konsekwentnie broni przesłania. Czy jest on zdrajcą? Czy przeszedł na stronę „Gazety Wyborczej”? Takie stawianie sprawy jest bardzo krzywdzące dla każdego konserwatysty, a tym bardziej dla kogoś takiego jak naczelny „Frondy”. Ks. Isakowicz- Zaleski rzucając swobodnie takie oskarżenia zapomina jak kilka miesięcy temu wielu ludzi Kościoła atakowało zarówno jego jak i Terlikowskiego za ich tezy o lobby homoseksualnym w kościele. Wówczas również padały oskarżenia o zdradę. Pisałem niedawno, że nie możemy zachowywać się jak prawicowe lemingi, które widzą świat w czarno-białym barwach. Nie powinniśmy się również podgryzać jak napuszczanie na siebie lemingi. Szanuję postawię duchownego w kwestii sprzeciwu wobec czytania „przesłania” w jego kościele. Nie zgadzam się z jego decyzja, ale nie odwrócę się plecami za nią do duchownego. Nie będę również nazywał go zdrajcą, który sprzeciwia się hierarchii. Jednak oczekuję, że duchowny również nie będzie rzucał na oślep krzywdzących oskarżeń, które dzielą, i tak już mocno podzielone, środowisko polskich konserwatystów. Polska prawica nie potrzebuje sekciarstwa i wzajemnego wykańczanie się. Pamiętajmy, komu to jest na rękę.


Łukasz Adamski


Tekst pochodzi z portalu wPolityce.pl