„Mówię o zdjęciach ofiar katastrofy smoleńskiej wykonanych kilka godzin po tragedii i zdjęciach z moskiewskiego prosektorium. Dokumentacja została sporządzona prawdopodobnie na potrzeby rosyjskich śledczych. Jest szokująco szczegółowa. Wśród zdjęć dziesiątek ciał i ich fragmentów są dwie wstrząsające fotografie prezydenta Kaczyńskiego” - napisał Sławomir Jastrzębowski, podkreślając, że propozycje kupna zdjęć składały mu dwie osoby.

 

„Piszę o tym, ponieważ zastanawia łatwość, z jaką rozszczelniony został system przechowywania zdjęć nagich okaleczonych zwłok prezydenta. System padł zapewne nie tylko z powodu chciwości handlarzy” - wskazuje redaktor naczelny „SE”, i zapewnia, że on sam zdjęć nie opublikuje.

 

A nas zastanawia tylko to, że zdjęcia pojawiły się na rynku krótko po tym, jak Janina Paradowska wezwała do pokazywania takich zdjęć. Nie twierdzimy przy tym, że ona jest sprawczynią wypłynięcia fotografii, ale raczej, że miała służyć za pudło rezonansowe, które owo wypłynięcie usprawiedliwi...

 

TPT/Se.pl