Od kilku dni znajomi udostępniają sobie za pomocą Facebooka znamienitą grafikę. Na obrazku widzimy zarys podążających w różnych kierunkach postaci oraz wyrazistą, odróżniającą się od reszty przechodniów sylwetkę zakonnika w habicie. Całość opatrzona jest podpisem: „Akcja przywracania strojów zakonnych na ulice”.

 

Udostępniający podchodzą do rysunku z dużą dozą humoru, na przykład pytając, czy zakonnik musi mieć nadwagę. Poza tą sympatyczną, małą zgryźliwością nie sposób nie dostrzec, że niezwykle prosta w formie grafika niesie ze sobą szalenie ważne przesłanie. Księże, zakonniku, twój strój obowiązuje cię nie tylko w kościele czy na plebanii, ale także poza nimi. Niestety, wielu duchownych zdaje się o tym zapominać.

 

/

Problem zresztą istnieje nie od dziś. W moich rozmowach ze znajomymi czy komentarzach czytelników czasem pojawia się zarzut, że księża nie dość, że nie chodzą w sutannach, to jeszcze bez koloratek. Portal Fronda.pl poświęcił temu zagadnieniu jeden odcinek cyklu „Mały Poradnik Grzesznika”, w którym Jarosław Wróblewski rozmawiał z ks. Janem Sikorskim. Kapłan zwrócił uwagę na pewne oczywiste sytuacje, w których zrozumiałym jest zdejmowanie sutanny czy habitu, jak na przykład wyjazdy turystyczne, wakacyjne, podróże, odpoczynek czy czas „schowania się” przed ludźmi w swojej pustelni. - Takich sytuacji jest jednak stosunkowo mało. Z zasady ksiądz powinien być rozpoznawalny. Sam powinien tę swoją tożsamość cenić i być jej wierny – mówił ks. Sikorski.

 

Nie trudno jednak zauważyć, że są księża, którzy wręcz nonszalancko i ostentacyjnie nie noszą koloratki. Na pytanie, czy wśród kapłanów jest taki trend, by nie nosić się po „księżowsku”, ks. Sikorski przyznaje, że jest taka ideologia, w myśl której, tylko czynami (a nie ubiorem) świadczymy o tym, kim jesteśmy. Nasz rozmówca porównał nawet noszenie sutanny czy koloratki do noszenia obrączek przez małżonków, które są symbolem wierności, ważnym zewnętrznym znakiem.

 

Portal Fronda.pl zapytał ks. Sikorskiego, czy zdejmowanie obrączki albo koloratki, gdy krępuje, można porównać do zdrady, niewierności. - Ksiądz nie powinienem chodzić w miejsca, gdzie wstydzi się nosić koloratkę. Sutanna czasem prowokuje. W mediach jednak ksiądz powinien być rozpoznawalny, że jest księdzem – odpowiedział duchowny.

 

Podobnego porównania koloratki do obrączki użył w jednym ze swoich programów Wojciech Cejrowski. - Koloratka przypomina mi obrączkę – mówi w swoim programie Wojciech Cejrowski - i twoje kapłanie drogi zaślubiny z Kościołem. Jak nie masz obrączki to mnie wkurza, bo jak żonaty mężczyzna zdejmuje obrączkę wychodząc z pracy, to mam złe podejrzenia, że na dziwki idzie. Jak ksiądz zdejmuje koloratkę, to też mam złe podejrzenia – mówił znany podróżnik.

 

Teraz, po raz kolejny zresztą, o potrzebie noszenia sutanny czy habitu przypominają „zwykli ludzie”, co znamienite – młodzi, użytkownicy popularnego portalu społecznościowego Facebook. Mam ogromną nadzieję, że taki „oddolny” głos zostanie poważnie potraktowany przez tych, do których jest kierowany. To przecież nie jest żaden nakładany przez przełożonego obowiązek, ale głos społeczeństwa, które wyraźnie określa swoje potrzeby. Takim cię księże chcemy widzieć! W sutannie, albo co najmniej w koloratce, a nie w markowej koszulce, świetnie skrojonym garniturku i z misternie ułożoną fryzurką. Bynajmniej nie chcę przez to powiedzieć, że kapłan nie powinien o siebie dbać i ma chodzić brudny, śmierdzący i zarośnięty. Absolutnie. Ale może, a wręcz powinien o siebie dbać w sposób odpowiadający do swojego stanu.

 

Przez pięć lat studiowania na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego wiele razy miałam okazję uczestniczyć w wykładach prowadzonych przez osobę duchowną (ze szczerego miłosierdzia pominę tych wszystkich księży-studentów, którzy chyba tylko przez sam fakt studiowania uznawali, że na uczelni pojawiają się w stroju (i roli?) jedynie studenta). Na jednym z takich wykładów kolega z uporem maniaka (trudno zgadnąć, czy specjalnie czy było to przejęzyczenie) zwracał się do księdza profesora per pan, co wywołało święte oburzenie tego drugiego. Oburzenie w miarę zrozumiałe, nawet jeśli nie jesteśmy osobami wierzącymi, to przez szacunek dla księdza, należy się do niego odpowiednio zwracać. - Używanie w stosunku do osób duchownych zwrotu per „pan” jest niestosowne, wbrew etykiecie. W naszej kulturze jest raczej pewnego rodzaju manifestacją – albo jakiejś postawy, którą można wybaczyć lub nie, albo demonstracją negatywnego stosunku. Zasadniczo, używanie takiej formy zwrotu jest czymś nieprzyjemnym – mówił portalowi Fronda.pl prof. Bralczyk.

 

Z drugiej jednak strony, nie mogłabym nie napisać: Drodzy Księża, jeśli chcecie, abyśmy się do Was właściwie zwracali (per „księże”, „ojcze” etc.), to noście się jak osoby duchowne. Nie oczekujcie, że będziemy mówić „księże” do wylansowanego pana w marynareczce.

 

Marta Brzezińska