Teraz dzwon bił także w nocy. O 23 jedenaście razy, a potem tylko raz co godzinę aż do piątej nad ranem, gdy witał nowy dzień pięcioma gongami. Do tego trzy razy na dobę odzywały się kuranty - o szóstej, w południe i o 18. I jeszcze pieśni. Zegar wygrywał codziennie o 15: ''Jezu, ufam Tobie'', o 21: ''Apel Jasnogórski'', a 37 minut później - w godzinę śmierci papieża - ''Barkę''.
Franciszek Stępiński, który mieszka przy kościele, prosił księdza, żeby dzwony chociaż w nocy nie biły. Bez skutku. Poszedł więc na policję, a policja zawiadomiła sąd. Adwokatka Barbara Wróbel-Trzeciak prosiła o uniewinnienie księdza. Przekonywała, że buntownicy skarżą się, bo mają z nim inne konflikty. - Czy ''Barka'' może zakłócać spokój? Są ludzie, którzy mówią: ''Niech dzwony biją do końca świata i jeden dzień dłużej''. I przypominała ''starą zasadę, że nie można dogodzić wszystkim, bo zawsze znajdą się tacy, którym coś przeszkadza''.
Sąd uznał, że ksiądz zakłócił dzwonami spoczynek nocny mieszkańców, i skazał go na 30 godzin prac społecznych. Co będzie robił? Zadania wyznaczy kurator. Sędzia Bartłomiej Biegański zganił księdza za uporczywość: - Wiedział, że swoim zachowaniem przeszkadza niektórym osobom, ale nadal to robił!
eMBe/Gazeta.pl

