O. Rydzyk opowiada w rozmowie z dziennikiem historię swojej modlitwy ze znajomym kapłanem ze Szwajcarii, który na początku działalności rozgłośni ostrzegł go przed atakami z zewnątrz. - I tak się dzieje. Od początku sączą kłamstwa, oszczerstwa. Wiedzą, jak psychologicznie działać na ludzi, więc piszą, że mam ogromne pieniądze, opływam się w dostatki, maybachy, apartamenty i tym podobne głupstwa - mówi.
Jak twierdzi, jego krytycy "chcą odebrać (jego - przyp. red.) dobre imię". - To, co usłyszałem, wpisuje się w tę kampanię i współbrzmi z zachowaniem przewodniczącego Krajowej Rady. Proszą, żeby im dać ochronę, czują się prześladowani. Jest na to takie powiedzenie: kat robi z siebie ofiarę, a z ofiary - kata - przekonuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Odnosząc się do sprawy nieprzyznania fundacji Lux Veritatis miejsca na cyfrowym multipleksie zdradza, że w Polsce nie mówi się o jednej, bardzo ważnej jego zdaniem, rzeczy. Jak twierdzi, w systemie, który wprowadzono w Polsce, na multipleksie znajduje się tylko osiem miejsc, a na Ukrainie szesnaście. - Pytajmy więc, dlaczego w Polsce mamy mieć tylko osiem kanałów i tylko takie stacje, jakie namaści KRRiT - zaznacza.
Na sugestię dziennikarki "Naszego Dziennika", że w walce z Radiem Maryja przeciwnicy "chcą zaangażować służby państwowe do tłumienia głosów krytyki" o. Rydzyk odpowiada: "Tłumienia dialogu, powiedziałbym. I prawdy". - Obyśmy nie poszli w kierunku totalitaryzmu. Eutanazja ukryta jest już praktykowana w Ameryce i Kanadzie, a w niektórych krajach wręcz jawna. Chcą szybko rozprawić się z Polską, bo ten 40-milionowy kraj przeszkadza - twierdzi.
AM/Nasz Dziennik/Onet.pl
