Nie ma co polemizować, ale niech będzie

- Książka przytłacza gęstością faktów i cytatów sprawiających wrażenie erudycyjnego rozmachu oraz aptekarską precyzją w opisie dialogu chrześcijańsko-judaistycznego i polsko-żydowskiego od lat 80. do roku 1998, którego jedną z czołowych postaci był właśnie bohater tej rozmowy, kapłan archidiecezji warszawskiej, wykładowca UKSW, specjalizujący się w Starym Testamencie i Konsultor Rady Episkopatu ds. Dialogu Religijnego – pisze były dziennikarz „TP” i publicysta „Polska. The Times”, związany z redakcją katolicką TVP.

Zanim Marek Zając przejdzie do rzeczowej argumentacji i rzeczywistej polemiki umieszcza książkę wydaną przez „Frondę” w gronie „niebezpiecznych publikacji”, zaraz obok „O W. Bartoszewskim bez mitów” Jerzego Roberta Nowaka. Zanaczył tym samym z jakiej pozycji dziennikarz podejmie polemikę z profesorem teologii.

Zdaniem byłego dziennikarza „TP” potrzebne jest wiele stronic polemiki, aby „odkłamać” słowa ks. prof. Chrostowskiego, a z racji objętości tekstu gazetowego Zając raczy Czytelnika kilkoma przykładami „fundamentalnych dla ks. Chrostowskiego tez i wniosków”.

W pewien sposób starsi bracia w wierze

Marek Zając bardzo słusznie przywołuje sformułowanie, którego użył Jan Paweł II w odniesieniu do Żydów „starsi bracia w wierze”. Jeszcze słuszniej przywołuje zniekształcenie tej wypowiedzi przy podawaniu jej do publicznej wiadomości przez „L'Osservatore Romano”, którego watykańską redakcją kierował wówczas ks. Adam Boniecki.

- Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi – powiedział Jan Paweł II w kwietniu 1986 roku odwiedzając rzymską synagogę. Watykańska gazeta podając te słowa pominęła „w pewien sposób”.

Były dziennikarz „TP” bagatelizuje tą „korektę” w tekście i tłumaczy ją zamieszaniem w podawaniu do oficjalnej wiadomości słów Jana Pawła II, pisząc, że i tak nie zmieniła sensu papieskiej wypowiedzi. Formułuje za to przekonanie, tyle śmiałe co nieprawdziwe i obraźliwe, że „w papieskim dopowiedzeniu biblista szuka uzasadnienia dla swego krytycznego stosunku do teologicznego dialogu z wyznawcami judaizmu”.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że ks. Chrostowski na łamach omawianej książki pyta o to, gdzie wcześniej w tradycji chrześcijańskiej obecne jest to sformułowanie, zaznaczając jednocześnie, że nie podważa słów Papieża. Czy dociekanie teologicznych korzeni nowej idei, nowego terminu, badanie kwestii albo słabo dotąd opracowanej albo w teologii nieobecnej nie jest rolą teologa? Natomiast złośliwą nadinterpretacją jest określanie takiej dociekliwości „szukaniem uzasadnienia dla swojego krytycznego stanowiska”.

Zarzuty wobec „Tygodnika” i „Więzi”, tego się nie wybacza

Kolejną zasadniczą tezą ks. Chrostowskiego, którą obalić chce Marek Zając jest prawda o tym, że dialog z Żydami zmonopolizowały i zafałszowały środowiska związane z „TP” i „Więzią”. Za przykład służy mu polemika ks. Chrostowskiego z artykułem o. Stanisława Musiała SJ „Czarne jest czarne”, krytykującym bierność biskupów wobec „antysemickich ekscesów” ks. Henryka Jankowskiego.

Ks. Chrostowski zarzuca „Tygodnikowi” nieopublikowanie wielu głosów krytycznych wobec tekstu o. Musiała. Zając pisze, że w książce nie ma mowy o tym, że „Tygodnik” nie opublikował wielu głosów popierających o. Musiała.

Nie wdając się w licytację na przemilczenia, warto dodać, że Zając nie wspomina o konkretnych zarzutach ks. Chrostowskiego wobec wspomnianych środowisk. Tytułem przykładu: niedbałość o. Musiała w stenografowaniu posiedzeń Rady Episkopatu ds. Dialogu Religijnego, której o. Musiał był sekretarzem. Wskutek czego – jak twierdzi ks. Chrostowski – co innego Rada ustalała, a co innego do mediów mówił o. Musiał.

Słowa ks. Chrostowskiego wzbudzają gwałtowny i słabo argumentowany sprzeciw nie tylko Marka Zająca. Wobec słów wykładowcy UKSW odnośnie środowisk „Więzi” i „Tygodnika” oponowali także na łamach „Wyborczej” ks. abp Życiński i Katarzyna Wiśniewska, których teksty były zwykłym atakiem na ks. Chrostowskiego i nie podejmowały nawet próby dyskusji ze stawianymi przez niego problemami.

I jakkolwiek tekst Zająca jest dużo bardziej wyważony niż wspomniane wyżej teksty z "Wyborczej", to można dostrzec w nim, że głównym zarzutem wobec ks. Chrostowskiego są jego krytyczne sformułowania w stosunku do środowisk "Tygodnika" i "Więzi".

Oświęcimska „kość niezgody”


Zając twierdzi, że w oczach ks. Chrostowskiego tylko polska strona angażuje się w dialog natomiast strona żydowska mnoży jedynie żądania. Zadaje też pytanie – którego jego zdaniem nie stawia sobie Bohater wywiadu-rzeki – Na jakim etapie wzajemnych relacji z Zydami byśmy się znajdowali, gdyby nadal toczyły się spory o oświęcimski Karmel?

Marek Zając kwestię oświęcimskich karmelitanek zamyka stwierdzeniem, że ks. Chrostowski kreuje sobie własny świat, gdzie wszędzie czai się antypolonizm.

Były dziennikarz „TP” kreując siebie na uważnego czytelnika książki zapomina, że ks. Chrostowski roztrząsając kwestię klasztoru karmelitanek dyskutuje z argumentami strony żydowskiej szukając ich zasadności. Na przykład z tym, że siostry nie mogą przebywać na terenie obozu, bo w żydowskim prawie miejsce kultu nie może znajdować się na miejscu zagłady. Ks. Chrostowski jako znawca tematu pyta gdzie takie prawo u Żydów jest sformułowane? Nie jest to kreowanie „własnego świata”, tylko sprzeciw wobec roszczeniowej postawy „usuńcie siostry, bo tak nam się podoba” czy "przenieście klasztor, bo nam się nie podoba".

- Książka „Kościół, Żydzi, Polska” nie tylko zatruwa i zniekształca pamięć przez półprawdy i nieprawdy. Szkodzi też samemu ks. Chrostowskiemu, który uważa się za postać niewygodną dla – jego zdaniem – fasadowego dialogu z wyznawcami judaizmu i Żydami. A książka pokazuje, że nie jest on postacią niewygodną,a po prostu – niewiarygodną – kończy swój tekst Marek Zając.

Recenzja z „Tygodnika” nie tylko zniekształca tezy i osobę ks. Chrostowskiego. Potwierdza fakt, że słusznie o dialogu z judaizmem i Żydami można mówić tylko z pozycji środowiska „TP” i „Więzi”. A gdy ktoś ośmieli się zarzucić tym środowiskom "zmonopolizowanie i zafałszowanie" dialogu, spotka go ostry atak. Miejscami - swoją formą - szkodzi też samemu Markowi Zającowi.

Mariusz Majewski

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »