Marta Brzezińska: Młodzi katolicy ślą protesty do prezydent Warszawy i Narodowego Centrum Sportu. Nie podoba im się to, że 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego w stolicy wystąpi Madonna. Artystka grała już u nas trzy lata temu, 15 sierpnia, co także wywołało falę protestów. Ale impreza i tak się odbyła. Jest sens znowu protestować?

 

Ks. Jacek Stryczek: Skoro większość twierdzi, że Madonna jest podupadającą gwiazdą, to znaczy, że aby mieć pełne stadiony ona wręcz potrzebuje osób, które będą przeciw jej koncertom protestować. Takie akcje wywołują więc odwrotną reakcję – im więcej protestów, tym więcej ludzi na koncercie. Co więcej, wydaje mi się, że stroną nie jest tu urząd miasta czy Narodowe Centrum Sportu, ale raczej reklamodawcy, których należałoby ewentualnie zapytać, czy chcą się utożsamiać z tak skandalizującą osobą, jaką jest Madonna i czy nie uderza to w ich wizerunek. Przypominam sobie taką akcję, według mnie chyba jedyną, którą miała sens, dotyczącą miesięcznika „Focus”. W kilku kolejnych numerach magazynu można było znaleźć szereg bardzo antykatolickich tekstów. Studenci z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zaczęli wysyłać pisma do firm, które reklamowały się w „Focusie” i pytali się o to, czy utożsamiają się oni z antykatolickością gazety? Wiadomo przecież, że w tej chwili biznes ucieka od utożsamiania się z religią, więc reklamodawcy wycofali swoje reklamy, a pismo musiało zmienić swój format. Takie działanie ma sens. Ale oprotestowywanie takiego koncertu, jak Madonny, sprawia, że przyjdzie na niego jeszcze więcej ludzi i jeszcze więcej będzie się o tym mówiło.

 

Ma to też taki negatywny wymiar – ośmiesza katolików? Pewnie zgodzi się Ksiądz ze mną, że są takie sytuacje, co do których konieczne jest wyrażanie sprzeciwu. I one przynoszą nawet oczekiwane skutki. Ale oprotestowywanie wszystkiego i zawsze naraża nas chyba na pewną śmieszność i znacznie osłabia skuteczność bojkotów, które naprawdę mają sens.

 

Ja też uważam, że jako katolicy powinniśmy mieć jasno zdefiniowane wartości, których bronimy. Nie widzę na przykład żadnego powodu, dla którego ktoś miałby wykorzystywać Biblię na koncercie, drzeć ją i palić, ponieważ jest to rodzaj sacrum. Pilnowanie tego sacrum, które jest dla nas ważne, jest czymś oczywistym. Musimy się natomiast pogodzić z faktem, że jesteśmy społeczeństwem pluralistycznym i ktoś ma ochotę iść 1 sierpnia do Muzeum Powstania Warszawskiego, a ktoś inny na koncert Madonny.

 

Przypomniał Ksiądz sprawę Nergala, który zszargał Pismo Święte na scenie. Madonna przecież wiesza się na krzyżu i występuje w koronie cierniowej na głowie. Gdzie jest różnica, za sprawą której protestowanie przeciw Madonnie ma mniejszy sens, a przeciw Nergalowi było bardziej uzasadnione?

 

Praca Madonny polega na tym, żeby skupiać na sobie uwagę. Jednym z elementów tego przyciągania uwagi jest kontrowersyjne zachowanie. Pojawia się natomiast pytanie, czy potrafimy skutecznie bronić ważnych dla nas wartości. Funkcjonujemy w systemie prawnym, więc albo możemy uderzyć w kieszeń takiego artysty i pomyśleć, w jaki sposób ograniczyć mu zyski, ale przez system prawny, broniąc naszych praw. Na pewno najgorszą rzeczą jest protestowanie dla samego protestowania, bo tak naprawdę jest to tylko woda na młyn dla tego typu osób.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska