To w wielu sytuacjach prawda. Gdy w jakiejś sprawie natrafia się na tzw. opór materii, niemal zawsze ostatecznie okazuje się, że jest „materia ludzka”. Że utrudnia, a niejednokrotnie skutecznie blokuje i uniemożliwia działanie, czyjaś ambicja, czyjeś lenistwo, czyjaś niechęć albo zazdrość. Albo wszystko razem. I coś, co zapowiadało się fajnie, co jeszcze niedawno wydawało się mieć duże szanse powodzenia, wielkie perspektywy na sukces, nagle okazuje się klapą i poronionym pomysłem. Mimo ogólnych zapewnień o gotowości współpracy, przyklaskiwania, cmokania i kręcenia z aprobatą głową.
Nie ominęło to Jezusa. W Nowym Testamencie jest kilka opisów sytuacji, w których natrafia On na bardzo stanowczy opór materii ze strony ludzi. Najdramatyczniejsza jest chyba ta, w której pyta swoich najbliższych uczniów „Czy i wy chcecie odejść?”. Musiałoby naprawdę źle, skoro to pytanie padło.
W ostatniej chwili sytuację uratował św. Piotr. Gdyby nie jego desperacja, istotnie mogłoby dojść do katastrofy.
Tylko jak i skąd w wielu sytuacjach odkryć gdzieś w pobliżu takiego św. Piotra? Nawet jeżeli jest i ma wewnętrzne przekonanie o słuszności sprawy, to niejednokrotnie siedzi cicho, bojąc się odezwać.

