Za nami pierwsze miesiące roku wiary i możemy spróbować ocenić pierwsze owoce tego czasu. Nawet z takiej perspektywy dostrzegamy, jak trafna była decyzja Ojca Świętego o jego ogłoszeniu.
Pierwszy owoc, który już można zobaczyć, to niewątpliwe umocnienie w wierze. Rok wiary nie tylko od strony wiernych, ale także od strony duszpasterzy i teologów ma właśnie taki wymiar. Organizowane w kościołach wykłady, komentowanie Credo na niedzielnych Mszach Świętych zmusza do refleksji i pogłębionego studium; zobaczenia na nowo tego, co wydawało się oczywiste albo może nawet banalne. Tajemnice wiary stają się coraz bardziej konkretnymi prawdami, w które wierzymy. One się konkretyzują, to znaczy coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, w co wierzymy. Przekonujemy się, że prawdy wiary to nie są jakieś luźne stwierdzenia na temat Boga i Jego relacji do nas, ale są to rzeczywiste prawdy, które - chciałoby się powiedzieć - mają jakiś kształt i wymiar. Stają się bardziej dotykalne, ale nie w sensie zmysłowym, bo przecież nie można wierzyć w to, co się widzi oczami ciała. Zaczynamy jednak oglądać je bardziej właśnie oczami naszej wiary, tak że stają się dla nas bardziej ostre i wyraziste.


To moje wrażenie ma jednak także bardzo konkretny wymiar. W zeszłym roku przygotowywałem pewnego dorosłego człowieka do chrztu. Była to osoba, która zaczęła swoje przygotowanie zagranicą, ale przeprowadziła się do Polski. Dla mnie oczywistą rzeczą było zapytanie kandydata, jakie fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego zdążyli już przerobić i jakie prawdy wiary już poznał. Okazało się, że w ogóle nie wie, co to jest Katechizm. Nie wiem, czy było to przyczyną zupełnie innego sposobu przygotowania do chrztu w tym kraju, czy raczej ten człowiek nie bardzo kojarzył, czy przejął się prezentowanymi tam treściami. Chodzi mi o to, że kandydat do chrztu, po kilkumiesięcznym przygotowaniu i iluś spotkaniach nie miał świadomości istnienia Katechizmu. Piszę o tym tutaj, ponieważ moja znajoma niedawno opowiadała mi, jak w pewnej warszawskiej parafii wierni ze zdziwieniem odkrywali wystawiony na widok publiczny w roku wiary Katechizm Kościoła Katolickiego. Twierdzili przy tym, że pierwszy raz widzą katechizm na oczy. Czymże jest więc niewiedza kandydata do chrztu wobec niewiedzy ludzi, którzy wierzą od dziecka? To zdarzenie pokazuje właśnie, jak bardzo trafiony duszpastersko był pomysł ogłoszenia roku wiary.

 

Chciałoby się powiedzieć, że jest to nawet jakieś potwierdzenie bardzo konkretnego działania Ducha Świętego w Kościele - Ducha Prawdy, który ma nas doprowadzić do całej Prawdy (J 16,13).
Piszę o tym też dlatego, że skoro tak jest, to oznacza, iż rok wiary jest rokiem szczególnej łaski. Jeżeli zaś jest czasem łaski, to warto być czujnym, aby tej łaski nie przespać, nie przegapić, aby Pan przychodzący nie zastał nas śpiących. Dlatego może warto pomyśleć o tym, aby w roku wiary także zrobić coś szczególnego, dla umocnienia swojej wiary: może postanowić o częstszej lekturze Pisma Świętego, może postarać się przeczytać Katechizm, albo przynajmniej jakieś jego fragmenty; może też warto zainteresować się różnymi spotkaniami i wykładami, które są organizowane w parafiach i na uczelniach katolickich.

 

Taki jest podstawowy cel roku wiary - abyśmy lepiej poznali Tego, w którego wierzymy. Dzięki temu nie tylko będziemy mieli okazję pogłębić naszą wiarę w szczególnym czasie łaski, ale także będziemy mogli zobaczyć i przekonać się, jak wielkim skarbem jest wiara, którą mamy i wyznajemy. Wydaje mi się, że modlitwa dziękczynna za dar wiary i błagalna o jej umocnienie jest także szczególnym zadaniem na ten rok – pisze ks. Stępień.

 

JW