Benedykt XVI zrezygnował w tym roku z urlopu w górach i zamknął się na okres wakacyjnej przerwy w Castel Gandolfo, przygotowując swoją nową encyklikę poświęconą wierze oraz pracując nad przemówieniami na czas pielgrzymki do Wielkiej Brytanii. Wizytę tę podjął ze względu na beatyfikację najsłynniejszego konwertyty z anglikanizmu, kardynała Johna Henry’ego Newmana, zaplanowaną na 19 września w Cofton Park w Rednal, na peryferiach Birmingham, gdzie spoczywa ciało angielskiego kandydata na ołtarze. Postać Newmana odegrała znaczącą rolę w formacji intelektualnej i duchowej Josepha Ratzingera, znaczący też może być wpływ angielskiego konwertyty na losy i decyzje wielu ludzi dziś. Wysiłek włożony przez Newmana w oczyszczenie wiary dziewiętnastowiecznych Anglików przypomina starania aktualnego papieża o jakość wiary w Kościele katolickim. Nawrócenie się tamtego ku niezmąconym źródłom chrześcijaństwa ma wiele wspólnego z niezmordowaną postawą Benedykta XVI. Obu łączy poszukiwanie wiary solidnie uzasadnionej danymi rozumu, brak lęku wobec postępu i zdobyczy nauki oraz zainteresowanie dialogiem ze sposobem myślenia współczesnego człowieka. Beatyfikacja kardynała Newmana oznacza zaproponowanie uwadze opinii publicznej „człowieka sumienia”, jak go nazwał papież. Angielski konwertyta podejmował się wyjaśnienia ludzkiej egzystencji, wychodząc od danych sumienia, tego niezwykłego organu duchowego, w którym odbywa się dialog pomiędzy Bogiem a duszą człowieka. Dla niego sumienie było królową życia moralnego, której nic i nikt nie ma prawa pozbawiać tronu.

Joseph Ratzinger, jeszcze jako kardynał, wygłosił w 1991 roku wykład Pochwała sumienia, w którym powołał się na słynne zdanie, jakie kardynał Newman umieścił w liście do księcia Norfolku: „Gdybym miał, co zresztą mało prawdopodobne, wznieść toast za religię, piłbym go za papieża, ale najpierw za sumienie, a dopiero potem za papieża”[1'/>. To zdanie, które ktoś mógłby uznać za kontrowersyjne, a nawet dające podstawy twierdzeniu, że Kościół wraz ze swym Urzędem Nauczycielskim nie powinien narzucać niczego swobodnej, indywidualnej decyzji katolika w stosunku do tego, jak ma żyć i oceniać swe postępowanie, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary wyjaśniał następująco: „Nauka Newmana na temat sumienia stała się dla nas podstawą teologicznego personalizmu, którego urokowi nie byliśmy się w stanie oprzeć. Nasze wyobrażenie o człowieku, jak i nasze pojęcie o Kościele znalazły w nim mocny punkt oparcia. Doświadczyliśmy presji partii totalitarnej, która utożsamiała się z pełnią historii, odrzucając odczucia pojedynczego sumienia. Hermann Goering powiedział o swym wodzu: «Nie mam żadnego sumienia. Moim sumieniem jest Adolf Hitler». Przed naszymi oczami ukazało się potworne zniszczenie człowieka wynikające z tamtych doświadczeń. Toteż było dla nas czymś wyzwalającym i o doniosłym znaczeniu odkrycie, że «my» Kościoła nie opiera się na eliminacji sumienia, a wręcz może się urzeczywistnić jedynie w oparciu o nie”.
Droga sumienia nie polega na zamknięciu się w swym własnym „ja”, lecz na otwarciu się, na rozmowie i na uległym zaufaniu Temu, który jest prawdą i miłością. Droga życiowa Newmana ukazuje ścisły związek jednostkowego sumienia z obiektywną prawdą. Spróbujmy prześledzić najważniejsze etapy tejże drogi, która doprowadziła angielskiego konwertytę do spotkania się z pełnią prawdy. O życiu Newmana nie da się zresztą mówić inaczej jak o drodze nieustannego poszukiwania, czego wyrazem stało się jego życzenie, by na nagrobku znalazł się napis: Ex umbris et imaginibus ad veritatem.
Newman urodził się w Londynie 21 lutego 1801 roku. Wzrastał w wierze anglikańskiej, która choć przewidywała biblijną edukację od dziecka, była raczej sentymentalnym rodzajem przeżywania religijności. Jako czternastoletni chłopiec po raz pierwszy doświadczył kryzysu wiary i przynależności do Kościoła. Pociągany pragnieniem młodzieńczej niezależności czuł się bardziej przekonany do wizji życia angielskiego gentlemana niż wyznawcy Boga. Bóg zapukał mu jednak w serce podczas wakacji 1816 roku lekturą książki Siła prawdy Thomasa Scotta. Dotknięty jej treścią przeżył Newman swe „pierwsze nawrócenie”, które uznał za jedną z największych łask, jakich doznał w życiu. Polegało ono na przyjęciu świadomości istnienia Boga i świata niewidzialnego. „Odcinając się od spraw, które mnie otaczały – pisał w swej Apologia pro vita sua – i przekonując się co do własnej nieufności względem realności zjawisk materialnych, odnalazłem pokój, myśląc, że istnieją jedynie dwa absolutne i jak najbardziej oczywiste byty: ja oraz mój Stwórca” (Myself and my Creator). Newman odczuwał w sobie nowe zainteresowanie chrześcijańskimi prawdami wiary, przypominające odkrywanie lądów dotąd nieodkrytych: wcieleniem Bożego Syna, dziełem odkupienia, darem Ducha Świętego zamieszkującego w osobie ochrzczonej. Głos Kogoś, kogo po raz pierwszy świadomie odczuwał, dotykał go, uwodził i prowadził naprzód.
Rok później Newman wstąpił do Trinity College w Oksfordzie, by oddać się studiowaniu teologii. Trzyletni kurs podstawowy uwieńczony egzaminami pozwolił mu stać się prawdziwym fellow, czyli studentem słynnego Oriel College. To właśnie w Oksfordzie młody John zrozumiał, że Bóg woła go do kapłaństwa. W 1824 roku przyjął święcenia diakonatu ze świadomością – jak zapisał w swym dzienniku – że „odtąd przyjąłem odpowiedzialność za dusze aż do dnia mojej śmierci”. Swe powołanie odczuwał nie tylko w relacji do Boga, ale i do Kościoła, czyli konkretnych osób, do których czuł się posłany. Wyrazem tego stało się przyjęcie w momencie wręczenia mu przez papieża Leona XIII kapelusza kardynalskiego w 1879 roku motta wpisanego do swojego herbu: Cor ad cor loquitur – serce mówi do serca.
Podczas wakacji 1828 roku Newman rozpoczął lekturę Ojców Kościoła, których odtąd zaczął traktować jako rodzaj klucza do zrozumienia treści Objawienia. Miłość do patrystyki łączyła się w nim ze świadomością dostępu do skarbca kościelnej Tradycji. „Ojcowie uczynili mnie katolikiem” – wyznał po latach. W 1833 roku wraz z kilkoma przyjaciółmi Newman zainicjował ruch oksfordzki. Jego celem stało się pokonanie rozbieżności pomiędzy angielskim wiktoriańskim sposobem życia a Ewangelią, a także pragnienie powrotu do gorliwości i intensywności przeżywania wiary na wzór pierwszych chrześcijan. Cel ten uczestnicy ruchu zamierzali osiągnąć poprzez odnowę dogmatyczną, liturgiczną i duchową.
Newman przez skrupulatne studiowanie patrystyki zamierzał udowodnić prawowierny związek zachodzący, jak mniemał, pomiędzy tradycją wczesnochrześcijańską a wspólnotą anglikańską. Z tej relacji bezpośredniego dziedziczenia kościelnej tradycji – w jego przekonaniu – protestantów wykluczały błędy doktrynalne, zaś katolików rzymskich przypisywany im ogrom korupcji. Lecz zagłębiając się w dzieje IV wieku chrześcijaństwa, zaczął zbliżać się do zaskakującego przekonania, że, jeśli chodzi o treść nauczania, protestanci odpowiadali arianom tamtej epoki, anglikanie – semiarianom, zaś rzymscy katolicy kontynuowali linię starożytnego Kościoła w Rzymie. Natrafił też na artykuł, który dowodził obecności w Kościele anglikańskim elementów doktryny donatystów z czasów św. Augustyna. Nie mógł zapomnieć zdania, które znalazł u św. Augustyna: Securus iudicat orbem terrarium, co sam przełożył jako: „Stanowczym przeświadczeniem, ku któremu cały Kościół ostatecznie się skłaniał i w którym odnajdował ukojenie, była reguła nieomylności”. Kościół potrafił w swych pierwszych wiekach istnienia rozstrzygać spory doktrynalne w oparciu o zgodność następnych twierdzeń z poprzednimi, ale też przy zastosowaniu zasady katolickości, w zgodzie z którą osąd wiary całego Kościoła gwarantował nieomylność. Czuł, że jego stan świadomości, jeśli ma być w pełni kościelny, potrzebuje jeszcze dojrzewania.
Niektórzy wierni pod wpływem duszpasterskich oddziaływań Newmana zdecydowali się przejść na katolicyzm. On sam, by załagodzić jakoś tę sytuację, usiłował nadać katolicką interpretację 39 artykułom stanowiącym podstawę doktrynalną anglikanizmu. Gdy spotkało się to z nieprzychylnymi reakcjami ze strony innych wiernych, Newman postanowił wycofać się do Littlemore, małej mieściny w pobliżu Oksfordu, by przemyśleć całą trudną kwestię tego, gdzie znajduje się prawdziwy Kościół Chrystusa. Prześladowało go pytanie: czy mogę znaleźć zbawienie w Kościele angielskim? Gdybym miał umrzeć tej nocy, czy mógłbym liczyć na bycie zbawionym? Czy uparte trwanie w mojej wspólnocie kościelnej nie łączy się, w moim przypadku, z trwaniem w grzechu ciężkim? Przecież kwestia zbawienia musi mieć ścisły związek z prawdą. „Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli” (J 8, 32) – mówił Jezus. Życie Newmana nabierało ciężaru dramatyczności.
Poszukiwania podążały naprzód: jeśli Kościół katolicki znajduje się na przedłużeniu prawdziwej ciągłości apostolskiej, co myśleć o tych treściach jego nauczania, które nie pozostają w bezpośrednim związku z depozytem wiary pierwotnego chrześcijaństwa? Tym tropem Newman dotarł do opracowania zasady autentycznego rozwoju dogmatów w Kościele. Dogmaty ogłoszone przez papieży i sobory w późniejszym okresie stanowiły przejaw rozwijającego się nieustannie w Kościele rozumienia niezmiennej treści zawartej w Objawieniu. Przemyślenia swoje zawarł w dziele O rozwoju doktryny chrześcijańskiej. Zanim je jednak ukończył, wcześniej, 9 października 1845 roku, poprosił o przyjęcie do Kościoła katolickiego i został do niego włączony przez włoskiego pasjonistę, bł. Dominika Barbieri.
Znalezienie się w „jednej owczarni Chrystusa” było traktowane przez Newmana nie jako przełom i zerwanie z przeszłością, ale jako naturalna konsekwencja jego „pierwszego nawrócenia”. Porzucenie Kościoła Anglii nie było dla niego sprawą łatwą. Kochał swego biskupa, swój Oksford, rodzinę i przyjaciół. Lecz wezwanie sumienia było mocniejsze niż jakakolwiek ludzka więź. Pisał potem w swej Apologia pro vita sua: „Od 1845 roku nigdy nie miałem wahań, nawet przez moment, w stosunku do tego, co uznałem za obowiązek przystąpienia do Kościoła katolickiego, który w moim sumieniu traktowałem jako boski”. Kościół nie był dlań więcej, jak myślał przed laty, przeszkodą w dotarciu do prawdziwego chrześcijaństwa. Przeciwnie: dostrzegał w nim jedynego gwaranta prawdziwej wiary. „Musi być władza, jeśli zostało nam dane Objawienie. I tą władzą może być jedynie autorytet Kościoła. Nie ma Objawienia bez władzy, która dba o to wszystko, co nam zostało objawione”. Dla Newmana władza papieża w Kościele broni wiernych przed indywidualistyczną i subiektywistyczną degeneracją. Mógł swobodnie angielski kardynał wznieść toast najpierw za sumienie, potem za papieża, bowiem obie te władze stoją po tej samej stronie – po stronie prawdy. Dla człowieka wiedzionego autentycznym pragnieniem poznania jej nie może istnieć żaden antagonizm pomiędzy wiarą a rozumem, wolnością a sumieniem. Wszystkie one wzajemnie się potrzebują i podtrzymują.
Newman przez całe swe życie walczył z tzw. religijnością liberalną, będącą w jego ocenie religijnością sztuczną. Sam nazywał ją ironicznie „religią na dziś”. Obecnie nazwalibyśmy ją religijnym „zrób to sam”. Nie prowadzi ona do odkrywania prawdy w życiu ludzkim i nie ma w niej niczego poza czystym subiektywnym kaprysem. „Wolność myślenia jest dobra sama w sobie – pisał Newman w Apologii – lecz otwiera dostęp do wolności fałszywej. Przez liberalizm rozumiem fałszywą wolność myślenia, czy też angażowanie myślenia do spraw, w których sama myśl z racji właściwości ludzkiego umysłu nie jest w stanie osiągnąć żadnego zadowalającego rezultatu, i z tej racji jest nie na miejscu. Wśród tych spraw wymieniłbym pierwsze zasady wszelkiego typu. Wśród nich zaś za najświętsze i najważniejsze należy uznać przede wszystkim prawdy objawione. Liberalizm jest zatem błędem, polegającym na chęci poddania ludzkiemu osądowi tych treści Objawienia, które ze swej natury mu nie podlegają, bo są odeń niezależne”. Według Newmana, prawda, wiara, rozum i sumienie są tymi elementami rzeczywistości, które razem przetrwają bądź też razem legną w gruzach. Jedynie Kościół katolicki i chrześcijańska tradycja są w stanie zapewnić im właściwe środowisko współistnienia.
Newman nie był filozofem, był za to człowiekiem wiary i sumienia, przejętym swą misją i odpowiedzialnością za ludzi, do których czuł się posłany. Przez ponad trzydzieści lat służył im jako duszpasterz w parafii. Pociągało go chrześcijaństwo mądre i potrzebne człowiekowi, radosne i pogodne. Chrześcijaństwo Boga, który pokochał ludzi w Chrystusie. Dlatego też podczas pobytu w Rzymie szczególnie przypadł mu do gustu św. Filip Neri, proboszcz z Zatybrza, wrażliwy opiekun młodzieży, słynny z niebanalnego poczucia humoru. Przystąpił zatem do zgromadzenia oratorian, założonych przez owego świętego. W 1848 roku założył pierwsze oratorium św. Filipa w Anglii, a potem następne.
Kiedy 11 sierpnia 1890 roku po sędziwego kardynała Johna Henry Newmana przyszła śmierć, zastała go wśród swoich uczniów i wychowanków w oratorium Edgbaston w Birmingham. W tym samym miejscu, sto dwadzieścia lat po tamtym wydarzeniu, Benedykt XVI, głowa Kościoła, w którym Newman odnalazł po długiej wędrówce swój dom, ogłosił angielskiego konwertytę błogosławionym. Należałoby wznieść toast za sumienie i za papieża.
Tekst ukazał się w najnowszym 56 numerze Frondy
Wydawnictwo Fronda wydało biografię intelektualną Johna Henry'ego Newmana pt. "Apologia pro vita sua"
Jest to specjalnie przygotowana edycja dzieła kard. Newmana. Wydana została na eleganckim papierze, w twardej oprawie z prawdziwego płótna, z tłoczeniami i złoceniami.
Książkę można nabyć przez internet w Księgarni Ludzi Myślących ( www.xlm.pl ) lub zamówić pod adresem: janina@fronda.pl

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

