- Znaleźliśmy się teraz w takim kotle przedwyborczym i przesileniu politycznym. Są więc politycy PO, którzy nie chcą słuchać abp. Głódzia i są też przedstawiciele PiS, którzy nie chcą słuchać kard. Nycza, czy bp Pieronka, a biskupa należy traktować i słuchać jak ojca. Jak ojca w rodzinie. Oczywiście, jeśli ktoś czuje się przynależny do Kościoła. Słowo Boże to wyjaśnia: „Czcij swojego ojca i matkę, abyś długo żył i długo ci się powodziło na tej ziemi”. Są też słowa: „Szanuj swego ojca nawet gdyby rozum stracił”.
To też jest znak czasu, ostrzeżenie dla biskupa, ale też dla każdego innego duchownego. Jeśli owce przestają nas słuchać, deklarują to, warto pamiętać wtedy, że trzeba mieć serce otwarte na wszystkich - czyli dla tych z jednej i z drugiej strony. Będziemy przecież sądzeni z miłości, a nie z tego jaką partię popieraliśmy. Po jednej i po drugiej stronie są przecież tacy, którzy dali jeść głodnemu i pić spragnionemu, po obu stronach będą też tacy, którzy tego nie uczynili. Jedyne kryterium to Jezus Chrystus i głoszenie jego nauki.
Gdy ktoś przychodzi do mnie i krytykuje biskupa to przypominam słowa wypowiedziane prze św. Augustyna, gdy był biskupem Hippony: "Dla was jestem biskupem, z wami jestem chrześcijaninem". Trzeba go szanować za funkcję jaką sprawuje w Kościele, na jaką został powołany, ale widzieć w nim również brata i chrześcijanina. Jeśli ktoś ma uzasadniony żal, czy zastrzeżenia do biskupa czy księdza to powinien mu o tym powiedzieć, upomnieć go w cztery oczy. Jeśli porozmawiasz z nim szczerze - zyskasz brata. To działa w obydwie strony.
Osobiście, jako kapłan, mam prawo do upominania innych ludzi, ale też czekam na słowo upomnienia, gdy inni zobaczą, że schodzę z drogi prawości.
Notował: Jarosław Wróblewski

