Papież Franciszek powiedział księżom, że nie powinni pobierać opłat za sakramenty i wydaje się to rzeczą, którą łatwo przyjąć świeckim – jednak wypowiedź papieża ma także drugą stroną. Czy my świeccy jesteśmy hojni w utrzymywaniu wspólnoty Kościoła? Czy papież mówiąc do kapłanów nie przypomina nam także o piątym przykazaniu kościelnym?

Wypowiedź papieża na spotkaniu z duchowieństwem Rzymu jest kontynuacją stałej linii komunikowania się papieża z duchownymi. Przede wszystkim w kwestii odzyskania i odblokowania wrażliwości dobrego pasterza. Ten wymiar trzeba odzyskać – dotyczy to zwłaszcza duchownych, którzy stoją na czele wspólnot chrześcijańskich. Jednocześnie trzeba wyciszać obecny w księżach wymiar urzędnika, albo funkcjonariusza religijnego. Funkcjonariusze i urzędnicy działają właśnie tak, że świadczą usługi i za to są opłacani według z góry ustalonej taryfy. W przypadku dóbr duchowych takie podejście jest fatalne. Mam tu na myśli głoszenie Słowa Bożego i sakramentów. Papież Franciszek bardzo mocny akcent daje na słowa „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Franciszek jest mocno zainteresowany nową ewangelizacją, sam zresztą pochodzi z terenów misyjnych, z Kościoła bardzo młodego, który nieustannie potrzebuje dalej ewangelizować ludzi. Dzisiaj w zmęczonej Europie, wśród post-chrześcijan, ale także w krajach misyjnych potrzeba odzyskać wymiar darmowości Boga. Miłość Boga jest za darmo, zmartwychwstanie Chrystusa jest gratis nie dlatego, że jest bez wartości, ale dlatego, że jego wartość przewyższa jakąkolwiek cenę. Zaproponowanie jakiejkolwiek ceny za łaskę Boga jest dewaluacją tej łaski, bo nikt nie jest w stanie opłacić ceny śmierci Syna Bożego na Krzyżu. Dlatego sprowadzanie posługi kapłańskiej do cenników i taryfikatorów musi skończyć się źle. Wiemy też, że wielu ludzi odwraca się od takich miejsc w kościele, które przypominają supermarket, albo targowisko.

Mam wrażenie, że ofiarę składaną przy sakramentach traktuje się jak wymianę ekonomiczną, a tak przecież nie jest. Chodzi o utrzymanie wspólnoty Kościoła – nawet jeśli nie mamy poczucia silnego uczestnictwa – takiego wspólnotowego ciepła.

To prawda, druga stroną jest przynależność do Kościoła, czyli uczestnictwo w tej wspólnocie. Uczestnictwo zawsze związane jest z jakąś formą odpowiedzialności, Kto uczestniczy w rodzinie bierze też odpowiedzialność – jeden za drugiego. Dystrybucja kosztów jest czymś normalnym. Odpowiedzialność jest też pewnego rodzaju wymiarem miłości do Kościoła. Został on nadszarpnięty w wielu miejscach religijnym indywidualizmem. Sprawy finansowe wyniknęły w Kościele już w pierwszych latach działania wspólnoty chrześcijańskiej w Jerozolimie. Apostołowie rozeznali sytuację w ten sposób, że zaproponowali pewnym osobom zwanym diakonami zajmowanie się zarabianiem pieniędzy, zdobywaniem ich na potrzeby Wspólnoty, dystrybucją, a oni jako Apostołowie w ten sposób zyskali czas na działalność ewangelizacyjna sensu stricte i modlitwę. Dziś te sprawy są rozwiązywane w różny sposób w zależności od formuły – we Włoszech i w Niemczech duchowni są utrzymywani z odpisów podatkowych. Polski Kościół wyszedł z innego doświadczenia i dopiero wypracowujemy sposoby współistnienia pomiędzy wspólnotą państwową i wspólnotą kościelną. Nasze doświadczenie polega na tym, że to wierni utrzymują duchownych. Niebezpieczeństwo takiego rozwiązania polega na możliwości pojawienia się logiki ekonomicznej w perspektywą popyt/podaż, czyli na tworzeniu się rynku dóbr duchowych. Kościół to nie miejsce na taryfy, cenniki.

Nieszczęście zaczyna się tam gdzie mentalność ewangeliczna spotyka się z myśleniem tego świata i myślenie tego świata związane z zarobkiem, szukaniem zysku, znalezieniem czegoś dla siebie, oceniania swojej pracy poprzez wymierny dochód, troską o utrzymanie, dalej może pojawić się problem przywiązania do pieniądza. Pokusa posiadania zaczyna dominować. Oznacza to w praktyce odejście od wiary, że Opatrzność czuwa i działa. Tego dotyka papież Franciszek za każdym razem, gdy mówi o niebezpieczeństwie bogacenia się i związanego z tym zgorszenia. A to zawsze oznacza ryzyko odepchnięcia od Kościoła ubogich, albo zamknięcia drogi do dóbr Chrystusa i zbawienia ludziom poprzez wymagania finansowe.

not. ToR