J. Wróblewski: Papieski kaznodzieja o. Raniero Cantalamessa powiedział wczoraj kardynałom, że dezorientacja, jaką odczuwa wielu katolików po dymisji Benedykta XVI może pomóc Kościołowi. Nie da się ukryć, że żyjemy w szczególnym czasie, ale i trudnym dla katolików.
Ks. Skrzypczak: Przełomy są zawsze osłabiające. Ten czas w Kościele stawia nas w sytuacji kruchości, w słabości. Z całą pewnością czuć wzrastający niepokój czy napięcie bo brak następcy świętego Piotra na stolicy apostolskiej budzi trochę takie sieroce emocje. Z drugiej strony jest duże zainteresowanie problemami Kościoła, analizuje sytuację w jakiej się znajdujemy. Może w sposób przesadzony mówi się o kryzysie w Kościele. To podobnie jak w rodzinie, która dotknięta jest pewnym niepokojem, cierpieniem, staje się nerwowa i czasem mówi się w emocjach o jedno zdanie za dużo. To nie jest nic przyjemnego, bo my nienawidzimy być słabi.
Ta niecodzienna sytuacja opuszczenia, ale te momenty kruchości są uprzywilejowanymi działaniami Boga?
On celowo podejmuje takie działania, aby odebrać człowiekowi pewność siebie. W różny sposób. Izraelici najbardziej doświadczali bliskości Boga i nazywali ją nawet narzeczeństwem, wówczas gdy szli przez pustynię. Poza Bogiem nie mieli wtedy żadnej gwarancji. Jak już weszli do ziemi obiecanej i pobudowali pałac, mieli swoją milicję, wojsko i wyznaczyli granice stracili wtedy tą bezcenną intymność. Pamiętamy jak św. Paweł mówił, że jest dotknięty rozpaczą przez swoje negatywne cechy charakteru, jakiś aspekt, który go wprawiał w poczucie wstydu i kruchość. On trzy razy prosił, aby Bóg dał sobie z nim spokój, ale Bóg mówił, że Jego moc objawia się właśnie w słabości Pawła.
To jest prawda i o nas.
Tak, na jakich fundamentach opiera się nasza wiara. To jest też uprzywilejowany czas działania Pana Boga. Nasza kruchość pomaga swobodnie działać. Człowiek pokorny jest bardziej otwarty na pomoc, na Niebo. Dlatego nie należy się bać, ale zaufać Bogu. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że w języku chińskim słowo kryzys zbudowane jest z dwóch członów: jeden oznacza zniszczenie, a drugi szansę, nadzieję. My jesteśmy dziś pomiędzy tymi słowami. Ryzykujemy, coś tracimy, ale i mamy szansę na zbudowanie czegoś nowego, mocnego.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
