Całą historią i sytuacją z ks. Mariuszem jestem wstrząśnięty. Myślę, że to jest odosobniony przypadek i bardzo dramatyczny. Sito seminaryjne jest dosyć gęste. Dziwię się, że się przez nie przecisnął. Są przełożeni i rygory seminaryjnego życia, które wymaga dużo wysiłku i poświęcenia. Ono skutecznie przygotowuje do życia w samotności w celibacie.

 

Drugie sito to są jego spowiednicy w seminarium i własna osobista praca nad sobą. Ważna jest ta współpraca z łaską Bożą. Seminarium to w sumie 6 lat ciężkiej pracy.

 

Późniejsze życie kapłańskie nie jest łatwe czy proste i wymaga naprawdę ogromnej pracy na co dzień. Takie przykre wyjątki jednak są i mogą się zdarzać. Pocieszające jest to, że jest ich coraz mniej. Tysiące księży z łaską Bożą współpracuje i to również trzeba widzieć.

 

Formacja duchowa jest zarówno w seminarium jak i życiu kapłańskim. Każdy kapłan jest zobowiązany do uczestniczenia raz w roku w zamkniętych rekolekcjach, gdy musi się poważnie reflektować nad swoim kapłaństwem. W każdym dekanacie jest ojciec duchowny, jest to dar Boży, ale jest i wolna wola, można z tego korzystać albo i nie. To ramię Kościoła jest jednak wyciągnięte.

 

Dobrze, że po tym co się stało, biskup w Poznaniu zdecydował, że ks. Mariusz nie będzie już kapłanem – podkreśla ks. Sikorski.

 

Not. Jarosław Wróblewski