8 stycznia 2009 r., o godzinie 10.00 czasu nowojorskiego – 16.00 czasu środkowoeuropejskiego – zmarł ksiądz Richard John Neuhaus, założyciel i do ostatnich dni redaktor naczelny pisma "First Things", wybitny katolicki intelektualista i publicysta.
Ksiądz Neuhaus urodził się w Kanadzie w roku 1936, gdzie jego ojciec, amerykański luteranin, pojechał na misje. Richard poszedł w ślady i też został luterańskim pastorem. Od dawna angażował się w dialog ekumeniczny. Lubił opowiadać anegdotę o spotkaniu, które odbył z rabinem i z katolickim biskupem. Sam dialog był niczego sobie, na koniec biskup zamyślił się i powiedział: „Różni nas wiele, to pewne. Ale ostatecznie, wszyscy jesteśmy…” – tu zawiesił głos, a młody Richard domyślał się, że zakończy „wyznawcami tego samego Boga”, „dziećmi Abrahama” – a biskup z namaszczeniem: „wszyscy jesteśmy dobrymi Amerykanami!”
Pomimo tak śmiesznych meandrów ekumenizmu, uważał, że jedność Kościoła jest i konieczna, i niemożliwa. Konieczna, bo podział jest zgorszeniem, a niemożliwa, bo w praktyce każde porozumienie powoduje, że od łączących się wspólnot odrywają się „prawdziwi baptyści” czy „ostatni wierni luteranie”, z którymi cały dialog trzeba zaczynać od nowa. Sam miał z tym problem; doszedł bowiem do wniosku, że po 500 latach od reformacji, Kościół Katolicki zreformował się na tyle, że uczciwemu protestantowi nie pozostało już przeciwko czemu protestować i że luteranie powinni jako całość powrócić na łono Kościoła. Ostatecznie uznał, że instytucjonalne pojednanie jest procesem trudnym i długotrwałym do tego stopnia, że za jego życia nie ma nadziei na pozytywne zakończenie. Postanowił więc przejść na katolicyzm indywidualnie; dłużej nie potrafił już pozostawać poza widzialnymi strukturami Kościoła.
Na moje pytanie: „Od kiedy jest Ksiądz katolikem?” odpowiedział: „Od chwili, kiedy jako niemowlęciu udzielono mi chrztu świętego!” „Jako to?” „Ano tak; soborowy dekret o ekumenizmie, Unitatis redintegratio stanowi, że wszyscy wierzący w Chrystusa i otrzymali chrzest, są w <<jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie ze społecznością Kościoła katolickiego>>” Ot, po prostu. „No a co z tymi, którzy Kościołowi się sprzeciwiają, plują na niego i zwalczają go?” „Cóż, może się zdarzyć, że dziecko mówi złe rzeczy o swojej matce, ale nie przestaje z tego powodu być jej dzieckiem, a ona – jego matką.” Uważał, że każdy katolik ma obowiązek być ekumenistą, a Ruch Ekumeniczny to inna nazwa Kościoła Katolickiego. Zawsze podkreślał przy tym, że nie może być mowy o „tanim ekumenizmie”, o przemilczaniu czy wręcz zakłamywaniu niewygodnych prawd w imię pozornej zgody. Mnie „nawrócił” na ekumenizm podczas jednej podróży autokarem z Krakowa do Oświęcimia.
W Oświęcimiu, razem z grupą Amerykanów, długo i żarliwie modlił się przed celą św. Maksymiliana. Kult tego świętego nie był jedynym związkiem księdza Neuhausa z Polską. Nad biurkiem w swoim nowojorskim biurze trzymał fotografię prymasa Wyszyńskiego.
Richard J. Neuhaus był przyjacielem Polski i Polaków. Długie lata, korzystając z rozległych znajomości w środowiskach amerykańskich intelektualistów katolickich i – co nie mniej ważne – biznesmenów-filantropów, brał udział w seminariach Instytutu Tertio Millennio, organizowanych co roku u krakowskich dominikanów pod przewodem ojca Macieja Zięby.
Wielkim wkładem w amerykańskie życie intelektualne było utworzenie pisma „First Things”, w którym dodawał otuchy katolikom – i protestantom – i Żydom, by nie obawiali się prezentować swych poglądów na forum. W końcu są obywatelami państwa tak samo jak ateiści, a więc dlaczego nie mogliby domagać się, by ich poglądy zostały wysłuchane z tą samą powagą i uwagą? Do amerykańskiego języka politologicznego weszło sformułowanie „the naked public square” – obnażone forum, które ks. Richard ukuł jako symbol forum pozbawionego opinii motywowanych religijnie i użył w tytule swej książki z 1984 r.
Nie da się w krótkim tekście nawet wymienić wszystkich inicjatyw i działań, w których uczestniczył świętej pamięci ksiądz Richard. Zawsze dumny był ze współpracy z pastorem Martinem Lutherem Kingiem Jr. („Jr.” – nigdy nie zapomniał dodać na końcu tego „Jr.”) i walki o pełne prawa obywatelskie amerykańskim Murzynów. Starał się znaleźć płaszczyznę współpracy z ruchem ewangelikalnym – nowymi wspólnotami protestanckimi w Ameryce – a Kościołem Katolickim. Konsekwentnie stał w obronie dzieci nienarodzonych. Był nieformalnym doradcą prezydenta George W. Busha w sprawach etyki i religii.
Pożegnaliśmy wspaniałego, kochanego i kochającego Człowieka. Wierzę, że jest już w domu Ojca, razem z Ojcem Świętym Janem Pawłem II – którego ksiądz Richard lubił nazywać Janem Pawłem Wielkim i z kardynałem Averym Dullesem, przyjacielem, który wyprzedził go na tej drodze o niecały miesiąc.
Ksiądz Richard John Neuhaus o północy z 7 na 8 stycznia 2009 r. przyjął sakrament namaszczenia chorych. Jego kapelan prosił bliskich o modlitwę o dobrą śmierć. Przyszła rano.
Powiadają, że nikt nie jest niezastąpiony. Brednie. Każdy człowiek pozostawia po sobie dziedzictwo i pustkę, której zapełnić się nie da. W przypadku księdza Neuhausa i spuścizna jest ogromna, i pustka wyjątkowo dotkliwa.
Bartłomiej Kachniarz, redaktor naczelny edycji polskiej „First Things.
Wkrótce zostaną podane informacje na temat uroczystości pogrzebowych ks. Neuhausa. Zachęcamy do modlitwy w intencji duszy Zmarłego. Polecamy esej Richarda Neuhausa Born Toward Dying, opublikowany w "First Things" w lutym 2000 roku.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

