Portal Fronda.pl: W sobotę, przy okazji obchodów 82-lecia Obozu Narodowo-Radykalnego ks. Jacek Mędlar odprawił mszę z udziałem członków ONR. Kuria Metropolitarna w Białymstoku wydała oświadczenie, w którym między innymi czytamy: "Kościół białostocki jest apartyjny i jest mu obcy nacjonalizm".  Z kolei ks. Jacek Mędlar otrzymał całkowity zakaz jakichkolwiek wystąpień publicznych. Czy jest takie zjawisko jak „chrześcijański nacjonalizm”? Czy można organizować w kościele manifestacje polityczne?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Liturgia nie jest miejscem na manifestacje polityczne. Zwykle polityka jest pewnym sposobem dzielenia ludzi, więc liturgia byłaby wprzęgnięta w ludzkie dzieło dzielenia. Polityka polega na kontraście poglądów, czasami również na zwalczaniu różnych opcji. Tymczasem nacjonalizm to ideologia obca duchowi Jezusa Chrystusa. W nacjonalizmie kryje się pokusa, żeby myśleć, że „mój ojciec jest lepszy od twojego ojca, moja krew jest lepsza od twojej krwi”. Doprowadziło to między innymi do zbrodni Kaina.

Czym innym jest pojęcie „chrześcijańskiego narodu”. Pojęcie „naród” pochodzi od słowa nascor, czyli rodzić. Jest to miejsce, w którym wzrasta osoba. Ma związek zarówno z człowiekiem, jak i z rodziną. Dotyczy korzeni, tożsamości. Miłość do narodu nazywa się patriotyzmem. Inną rzeczą jest przedkładanie własnych korzeni ponad innych, chęć dominowania, filozofia wykluczania. Wiąże się z grzechem, nie tylko z brakiem szacunku do drugiego człowieka.W tym sensie kościół nie powinien być miejscem instrumentalizowanym do jakiejkolwiek polityki.

Dla nas jedyna polityka jaka istnieje to miłość do nieprzyjaciela, nieopieranie się złu, polityka, którą prowadził Jezus Chrystus. Ta polityka nie jest wprowadzana przez parlamenty, czy dekrety, ale prowadzona poprzez wewnętrzną przemianę duchową człowieka. Chrystus zmienia środowisko i społeczeństwo, zmieniając ludzkie serce.

Czy hasła typu „Wielka Polska katolicka” są uprawnione, czy może jednak są niezgodne z nauczaniem Chrystusa?

„Wielka Polska katolicka” jest pewną odmianą „złotego cielca”, idola, którego tworzy sobie człowiek, żeby uwielbiać samego siebie, by dodawać sobie sztucznej tożsamości.

Jesteśmy społeczeństwem o rozmytej tożsamości. Dla większości z nas odpowiedź na pytanie „kim ja jestem” staje się coraz mniej oczywista. Co to znaczy być mężczyzną, kobietą, człowiekiem. Co to znaczy być Polakiem, Europejczykiem?

Jesteśmy ludźmi, którzy mają coraz słabsze relacje między sobą. Wyrastaliśmy w rodzinach, w których brakowało ojca, albo brakowało z nim więzi. Poza tym jesteśmy ugniatani poprzez różne ideologie – jak choćby ideologię kosmopolityzmu, gdzie wyśmiewa się swoje korzenie. To wszystko stawia wielkie znaki zapytania jeśli chodzi o tożsamość. Im bardziej człowiek jest niepewny swojej własnej tożsamości, tym bardziej stara się skupiać na jej ustaleniu. Ludzie w tej sytuacji często odczuwają samotność, od której uciekają do kolektywizmu. Jeśli swojej tożsamości nie zawdzięczamy rodzinie, więziom z najbliższymi, to szukamy czegoś zastępczego, choćby przynależąc do grupy szalikowców, kibiców takiej, czy innej drużyny. Tożsamość jest mocniejsza, jeśli ma się przeciwnika. Włącza się więc technika zwalczania kogoś innego. Łatwo jest zapisać się do takiego kultu złotego cielca, którym jest ideologia. Z czegoś z gruntu naturalnie dobrego – przynależności do własnego narodu, Kościoła, czy religii, robi się bożka. W centrum nie jest Pan Bóg, który jest Miłością, ani nie jest także dobro drugiej osoby. W centrum jest chęć dodania sobie wartości, której nie mamy, czyli zdobycie przewagi nad innymi.

Dlaczego takie manifestowanie jest niestosowne w miejscu świętym, np. w Kościele?

To jest tak jakby człowiek świadomie wprowadzał chorobę w miejsce, gdzie te choroby są leczone. Jakakolwiek ideologia jest objawem patologii, czegoś co człowieka nie rozwija, tylko dostarcza filozofii „zamiast”. Ludzie pod wpływem zwalczania i wykluczania stają się gorsi. Stają się skłonni do przekraczania norm, których normalnie by nie przekroczyli.

Kościół nie jest miejscem na to, by uprawiać apoteozę choroby, tylko jest miejscem, gdzie leczy się człowieka. Lekarstwem dla chrześcijanina, który może mieć problemy z własną przeszłością, jest po przejściach, doświadczył grzechu, braku miłości – nie jest wzmacnianie poprzez nerwicę konieczności ustalenia „kim ja jestem”.

Chrześcijanin, który wchodzi w relację z Chrystusem otrzymuje nową tożsamość. Wtedy nie jest ważne „kim ja jestem”, ale „czym ja jestem”, „do Kogo należę”, „kto mnie kocha”, „kto mnie stwarza”, „kto jest moim Pasterzem”? Nasza wewnętrzna relacja jest zdefiniowana poprzez miłość Chrystusa do nas. To On mi wyjaśnia, kim jestem.

Czyli lekarstwem jest miłość Chrystusa, a nie tak jak mówi ks. Międlar - narodowo-katolicki radykalizm?

Oczywiście, ponieważ jest to kult złotego cielca.

Rozmawiała Karolina Zaremba

<<< OTO 12 TAJEMNIC CHRZEŚCIJAŃSTWA KTÓRE RZUCIŁY NA WYZWANIE WSPÓŁCZESNEJ NAUCE!!! >>>