Fronda.pl: Czym jest spowodowane tak wysokie utrzymywanie się wśród polskich katolików poparcia dla metody in vitro? Z czerwcowego badania CBOS wynika, że w przypadku małżeństw akceptację dla tej metody wyraziło 73 proc. badanych. Z tego zdecydowane poparcie wyraża 44 proc., a umiarkowane 29 proc. Zdecydowane „nie” powiedziało jedynie 9 proc., a raczej „nie” kolejne 9 proc. Dzieje się tak mimo tego, że – wg badań – zdecydowana większość dorosłych Polaków zna stanowisko Kościoła katolickiego w tej kwestii…
Ks. Piotr Kieniewicz MIC: Sądzę, że sytuacja jest tutaj dość prosta do wytłumaczenia. In vitro ma świetny „piar”, tzn. jest reklamowane po pierwsze jako forma terapii, co daje pozytywną konotację, po drugie ma być pomocą dla ludzi cierpiących, po trzecie jest to związane z niedoinformowaniem co do natury (czyli samego przebiegu procedury) i konsekwencji (jeśli chodzi o życie i zdrowie kobiety i dziecka) stosowania in vitro. Wobec tego, dużo „pozytywnej” propagandy i brak informacji, tudzież czasem wprost podawanie kłamstwa, plus zaangażowane duże środki finansowe, dają możliwość wykształcenia przekonań takich, a nie innych opinii publicznej.
Gdy rozmawiam z ludźmi nt. in vitro i tłumaczę im po kolei, jak wygląda procedura i jakie są konsekwencje zastosowania tej metody, to regularnie widzę, jak oczy moich rozmówców robią się dosłownie okrągłe. Mówią mi ze zdziwieniem: „ale ja nigdzie tego nie słyszałem…”.
Zasadniczy powód popularności metody jest zatem taki, że dobrą reklamą – w sensie technicznym, nie moralnym – zwolennicy in vitro są w stanie wywalczyć sobie zupełnie spore poparcie. Tym bardziej, że konotacja jest tutaj pozytywna, rzekomo terapeutyczna i zmierzająca do pomocy cierpiącym.
A jak Ksiądz skomentuje wyniki badań dotyczące seksu przedmałżeńskiego i stosowania antykoncepcji? Według badań ISKK i Katedry Socjologii Religii UKSW akceptacja dla seksu przedmałżeńskiego w ciągu 20 lat wzrosła wśród polskich katolików z 30 proc. w roku 1991 do 51 proc. w roku 2009. Akceptacja dla stosowania antykoncepcji pozostaje z kolei przez ten czas na mniej więcej stałym poziomie ok. 48 proc. Na przykład wg tych badań w diecezji płockiej jedynie 18 proc. katolików uważa stosowanie środków antykoncepcyjnych za niedopuszczalne…
Sytuacja jest w tych przypadkach dość złożona. Trzeba sobie uświadomić, że w promocję środków antykoncepcyjnych wprost i - nie wprost - zaangażowane są ogromne pieniądze. Ta reklama „nie wprost” odbywa się poprzez kształtowanie pewnej mentalności, która jest w swej naturze hedonistyczna, tzn. ukierunkowana na przyjemność. Seksualność jest promowana jako sfera, która ma dostarczać przyjemności i w gruncie rzeczy tylko przyjemności. Dziecko jest niechcianą, w sumie przypadkową konsekwencją, której należy unikać, ponieważ wiąże się ona z kłopotami, na przykład wydatkami i z obniżeniem standardu życiowego.
W przypadku przytoczonych badań dotyczących seksu przedmałżeńskiego trzeba powiedzieć, że zjawisko to związane jest z promowaniem tego typu postaw przez popkulturę – film, obraz, czasopisma; popkulturę, w którą Polska weszła wraz z otwarciem swoich granic po 1989 roku. W tym czasie nastąpiło równoczesne bardzo znaczące osłabienie rodziny i zredukowanie jej wychowawczej roli, a także wychowawczych zdolności, które pomagałyby kształtować człowieka w odpowiedzialnej miłości. Kochać odpowiedzialnie oznacza między innymi kontrolować swoje zachowanie, podjąć odpowiedzialność za swoje czyny i ich konsekwencje, a także przyjąć pewne wyrzeczenia, odmówić sobie pewnych przyjemności w imię wyższych wartości - w tym wartości takiej, jak miłość między mężczyzną a kobietą; miłość, która powinna być płodna i wierna. Jeśli miłość zostaje z jednej strony odarta, oddzielona od prokreacji, a z drugiej strony sprowadzona tylko do przyjemności, to trudno się dziwić, że młodzi ludzie, poddani presji medialnej, nie są w stanie oprzeć się pokusie w sytuacji, kiedy się ona pojawia – pokusie cudzołóstwa, antykoncepcji, a niekiedy nawet aborcji.
Należy zwrócić uwagę, że zazwyczaj w przekazie medialnym nie ma żadnych konsekwencji aktywności seksualnej, ani jeśli chodzi o choroby przekazywane drogą płciową, ani jeśli chodzi o prokreację, a jeśli nawet pojawia się kwestia dziecka, to jest ona bagatelizowana czy też zinstrumentalizowana dla potrzeb takiego czy innego scenariusza.
To jeszcze pytanie odnośnie wyników badań dotyczących akceptacji wśród polskich katolików aborcji i eutanazji. Według CBOS stopień akceptacji dla aborcji w minionym 20-leciu spadł o niemal 20 proc. (z 57 proc. do 39), natomiast eutanazji o ponad 10 proc. (z 48 proc. do 37). Czy wpływ na te wyniki ma jednoznaczne nauczanie moralne Kościoła w tych kwestiach?
Tutaj bardzo ciekawe byłoby zanalizowanie pytań, jakie postawiono respondentom, w jaki sposób zostały one sformułowane. Mam trochę wątpliwości, na ile te wyniki są adekwatne do stanu faktycznego, ale przy założeniu, że rzeczywiście w dużej mierze odpowiadają rzeczywistości, to po pierwsze jest to prawdopodobnie efekt budzenia się wrażliwości wynikającej z toczących się nieustannie dyskusji, ale z drugiej strony – żeby nie popadać w jakąś euforię – być może jest to efekt, zwłaszcza jeśli chodzi o aborcję, przesunięcia ciężaru z aborcji wykonywanej chirurgicznie na abortywne działanie środków antykoncepcyjnych. Wobec tego aborcja jako taka być może „cieszy się” mniejszą popularnością, jednakże wcale może to nie oznaczać, że jest rzadziej stosowana.
Potępienie aborcji i eutanazji przez Kościół niemal zawsze otoczone jest ze strony Kościoła jasnym wykładem, dlaczego takie a nie inne stanowisko Kościół zajmuje. Jednocześnie, ze strony środków masowego przekazu nauczanie moralne Kościoła odbierane jest prawie zawsze na zasadzie głosu ideologicznego. Trudno jest wobec tego o jakąś merytoryczną dyskusję, ponieważ z jednej strony mamy stanowisko oparte o rozeznanie wartości, jaką jest człowiek, jego życie i godność, a z drugiej strony jest prymat autonomii ludzkiej, która to autonomia domaga się uszanowania decyzji człowieka, jakakolwiek by ona nie była.
Komentarz medialny w stylu, że Kościół jest czemuś przeciwny, zaś ludzie ślepo za nim idą, odbieram osobiście jako niemerytoryczny.
Być może owa konsekwencja, z jaką Kościół jednoznacznie broni życia, powoli zaczyna budzić w ludziach świadomość, że zapewne jest w tym stanowisku – mimo, że wydaje się ono być mało popularne – jakaś poważna racja. I ludzie zaczynają owej racji szukać i brać ją pod uwagę.
Rozmawiał Robert Jankowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

