"Osoby przeprowadzające procedurę in vitro, a także stanowiące prawo umożliwiającego jej stosowanie nie mają prawa, dopóki nie zmienią swojego postępowania – przystępować do Komunii świętej". Niektórzy księża prawnicy zareagowali na te słowa Rady ds. Rodziny KEP i twierdzą, że nie miała ona prawa wypowiadać się w sprawach doktrynalnych.
Ks. Andrzej Muszala: Trudno mi dyskutować na ten temat, bo nie chcę wchodzić w buty prawników. Po prostu nie wiem czy Rada Episkopatu miała takie prawo, czy nie. Jeśli chodzi o in vitro to interesują mnie przede wszystkim kwestie moralne z nim związane.
To już zostało zdaniem o. Andrzeja Rębacza załatwione z Mojżeszem na Synaju.
In vitro podpada pod V przykazanie w kwestii ochrony życia embrionów. Wiele embrionów jest w tej procedurze niszczonych. Ale do tego dochodzą też sprawy związane z etyką seksualną. Nowe życie pochodzi z aktu seksualnego między kobietą i mężczyzną. In vitro przez coraz większą grupę bioetyków nazywane jest "produkcją ludzi". Tym bardziej, że w tej procedurze działa rozumny człowiek. Nie ma zgody na niszczenie życia przez człowieka.
Czyli jest Komunia święta czy jej nie ma dla uczestniczących w in vitro?
Osobiście idę po linii Bożego Miłosierdzia. Jeżeli lekarze masowo wykonują in vitro, niszczą embriony, zamrażają ich duże ilości, to naturalne jest stwierdzenie, że nie mogą oni przystępować do Komunii świętej. Tu potrzeba najwyższej sankcji. Muszą oni zmienić swoje postępowanie. Ale są jeszcze inne przypadki.
Niedawno zgłosił się do mnie młody mężczyzna, który z żoną ma dziecko z in vitro i dodatkowo mają zamrożone kilkanaście embrionów. I on zrozumiał zło moralne związane z tą metodą zapłodnienia. Coraz więcej ludzi pod wpływem zdrowej argumentacji dochodzi do prawdy, żałuje i zmienia swoje postępowanie.
I co Ksiądz poradził temu mężczyźnie?
W takich sytuacjach stosuję metody wypracowane przez ojców Kościoła. Św. Bazyli Wielki twierdzi, że od kobiety, która dokonała swojej aborcji zdecydowanie większy grzech mają ci, którzy na nią nastawali, wywierali presję. I tą zasadą się kieruję.
Czyli najwyższa sankcja dla ludzi przeprowadzających in vitro, i np. namawiających, czy zadających aborcji. A co z politykami tworzącymi prawo?
Tutaj jestem realistą i nie wiem czy powinno być tak ostro. Życzyłbym sobie całkowitego zakazu in vitro, ale ten projekt raczej nie ma szans na przejście. Trzeba się z tym pogodzić, że żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym. Proszę zobaczyć, dlaczego zmniejsza się liczba aborcji? Nie dlatego wcale, że obowiązuje ustawa, która chociaż jest kompromisowa, to, mimo wszystko, zabrania aborcji.
Zmieniła się świadomość ludzi, którzy dochodzą do zrozumienia tej prawdy, że aborcja jest zabiciem nienarodzonego dziecka. I tak samo jest z in vitro. Szansą na walkę z niszczeniem społeczeństwa nie jest zakaz in vitro, ale uświadamianie społeczeństwa. Przez 5 lat poparcie dla tej metody spadło o 11%. I tutaj duża odpowiedzialność spoczywa na Kościele i mediach.
Powiedział Ksiądz, że żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym...
Chodzi mi o to, że nie wiem, czy prawne narzucanie moralnych nawet efektów przynosi korzyść. Pojawia się tutaj problem świadectwa chrześcijańskiego. Nasuwa mi się skojarzenie ze starożytnością. Tam np. zabijanie noworodków było na porządku dziennym, nikt tego nie pilnował. A chrześcijanie i tak tego nie robili. Spotykały ich zresztą za to szykany. Po prostu byli znakiem sprzeciwu. I wieli ludzi poszło za przykładem ich świadectwa. Tak naprawdę uczą przykłady, a nie zakazy prawne.
A czy może Ksiądz określić przypadki, kiedy człowiek nie może przystąpić do Komunii Świętej?
Każdy człowiek może otrzymać rozgrzeszenie, ale zależy to od jego wewnętrznej dyspozycji. Jak wspomniany przeze mnie mężczyzna z zamrożonymi zarodkami. Jeżeli ta osoba chce wyjść ze swojej trudnej sytuacji, zrozumiała swój błąd, to robi pierwszy krok w stronę Miłosierdzia Bożego. W praktyce zadaję też pokuty pro-life.
Pokuty pro-life?
Jeśli ktoś zgrzeszył przeciwko życiu i chce naprawić swój błąd, to niech coś dla tego życia zrobi. np. weźmie jakieś dziecko w duchową adopcję, albo jakąś formą opieki otoczy dziecko z Domu Dziecka. Nieco bardziej skomplikowane są przypadki związków niesakramentalnych. Kościół jasno stwierdza, że takie pary nie mogą przystępować do Komunii Św. Ale otacza opieką takie osoby.
Mówiąc o Komunii św. często pojawia się rozgraniczenie na grzech ciężki i grzech lekki.
(Śmiech) I tu wkraczamy na trudny teren. Bo pewnie zna Pan katechizmowe rozróżnienie: świadomie, dobrowolnie, w rzeczy ważnej... Ostatnio podeszła do mnie zbulwersowana studentka, bo powiedziałem jej, że ściąganie czyli oszukiwanie to grzech. Ona mnie pyta czy to grzech lekki, czy ciężki. Roześmiałem się szczerze. Pewnie myślała, że nie zrozumiałem pytania. I pyta mnie, czy może iść do Komunii.
No wie Ksiądz, roześmiać się z wrażliwego dziewczęcego sumienia?
Roześmiałem się, bo nie podoba mi się sprowadzanie chrześcijaństwa do grzechu i skrupulatnego badania tego, czy mogę jeszcze, czy już nie mogę iść do Komunii Świętej. Dla mnie poważnym grzechem jest niewykorzystywanie przez człowieka swoich talentów, to że jako chrześcijanin nie idzie na 120 %, jest niepunktualny, czy nie oddaje pożyczonych rzeczy. Sprowadzanie chrześcijaństwa do "mogę czy nie mogę iść do komunii" to minimalizm. Apokalipsa mówi wyraźnie: "Obyś był zimny, albo gorący".
*Ks. Andrzej Muszala - kapłan diecezji krakowskiej, bioetyk, duszpsterz akademicki. Wykłada na Uniwersytecie Jana Pawła II.

