Swoimi przemyśleniami podzielił się duchowny z czytelnikami naTemat.pl, w tekście, który nawiązywał do mojego króciutkiego tekstu, w którym przywoływałem słowa papieża o tym, że katolik nie powinien wspierać finansowo dzieł, u których podstaw leży niechrześcijaństwa czy antychrześcijańska antropologia. Nie mogą zaś ich zanegować duchowny postanowił komentować pozostałe słowa Ojca świętego (starannie unikając tych, które przywołałem ja), wyznając że są one zbyt mądre, by prosty człowiek mógł je zrozumieć i domagając się tłumaczenia.

 

Jakież to terminy są dla duchownego (jak rozumiem z przynajmniej magisterium z teologii) niezrozumiałe? Te o ”starożytnym materializmie hedonistycznym”, „o człowieku sprowadzonym do funkcji autonomicznych” i o „dziejach ludzkich sprowadzonych do przeznaczenia samorealizacji”. Ks. Lemański ich nie rozumie, i z tego wyciąga wniosek, że nie wolno też komentować słów, do których zrozumienia wcale nie trzeba mieć filozoficznego czy teologicznego wykształcenia, czyli cytowanych przeze mnie słów Ojca świętego słów o pomocy charytatywnej. Zacytuje je i zapytam, czegóż to w nich ks. Lemański nie rozumie? I jakich wyjaśnień potrzebuje? „... musimy zachować krytyczną czujność, a niekiedy odmówić środków finansowych i współpracy z tymi, którzy popierają działania i projekty sprzeczne z chrześcijańską antropologią” - powiedział papież. A ja się pytam, czego w tych prostych słowach nie rozumie duchowny? I drugie pytanie, czy jego zdaniem wezwanie do dyskusji nad likwidacją chorych, można pogodzić z antropologią chrześcijańską? Ja rozumiem, że sprawy są skomplikowane, ale jednak chyba nie aż tak, żeby nie mógł ich zrozumieć człowiek z magisterium z teologii.

 

Tomasz P. Terlikowski