Ks. Marcin Kozyra w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” relacjonuje przebieg medialnej afery, jaka rozpętała się wokół jego osoby kilkanaście tygodni temu. Opowiada, że dziennikarka z regionalnej telewizji, która przyjechała do szkoły, już od progu zapytała niepodejrzewającego niczego kapłana: „Czy ksiądz wie, jaka jest afera? Ze zdjęciami z otrzęsin”. - Kurczę, pomyślałem, jaka afera? Otrzęsiny były trzy tygodnie wcześniej, podczas wyjazdu integracyjnego. Uczestniczyło w nim łącznie ponad 100 osób, a sławetne otrzęsiny to był ostatni, najmniej istotny punkt programu: po chodzeniu po górach, zabawach, tańcach, modlitwach, Mszy św. itd. Usłyszałem: „Uczennice zlizywały (!) bitą śmietanę z księdza kolan. Dzwonili do nas rodzice”. Zatkało mnie… Jakie zlizywanie? Jacy rodzice? Przecież rodzice wiedzieli od swoich dzieci, jak naprawdę wyglądały otrzęsiny! Próbowałem to wyjaśniać, choć miałem wrażenie, że dziennikarki nie interesują fakty. Prosiłem też, by mnie nie nagrywali. Zrobili to ukrytą kamerą. Na końcu stwierdzili: „Dzisiaj wieczorem materiał będzie wyemitowany”. Faktycznie, w telewizji ukazał się w piątek wieczorem i w sobotę rano. Zbulwersowani rodzice już w niedzielę wystosowali więc pismo do telewizji: znali opis zabawy od dzieci (tydzień wcześniej mieliśmy zebranie wszystkich rodziców i nikt nie zgłaszał pretensji do przebiegu wyjazdu). Rodzice zażądali sprostowania. Nie sądziłem wtedy, że nierzetelny program lokalnej telewizji będzie miał taką siłę, by poruszyć wszystkie media, nie tylko polskie – mówi ks. Kozyra.
Z dyrektora salezjańskiego gimnazjum media zrobiły pedofila, przed którym trzeba było bronić dzieci. Jak to wyglądało naprawdę? „Kto zachęca do pedofilii? Kto krzywdzi?” - zastanawia się ks. Kozyra i dodaje: „Wysłaliśmy nawet pismo do Rzecznika Praw Dziecka (podpisane przez prawie 300 rodziców), żeby dzieci przed tym wszystkim bronił, żeby zareagował na ich krzywdę. Rzecznik – za pośrednictwem urzędniczki ze swego biura – udzielił mnie i rodzicom światłych rad, moralizował, besztając za niegodne zachowanie. Zdjęcia z otrzęsin sami, od lat, wstawialiśmy na naszej szkolnej stronie internetowej. To były zdjęcia z uczniowskich wygłupów, roześmiane i beztroskie. I dopiero kiedy uczniom ktoś „z dobroci” zasłonił twarz, dodając tendencyjny komentarz, zamienił niewinną zabawę tych dzieci w zło. Zdjęcia nabrały grzesznego kontekstu, przez co stały się złe”.
- Myślę, że tylko spaczony umysł ze zdjęcia wyrwanego z kontekstu wywnioskuje: dzieci lizały kolana księdza dyrektora! - komentuje aferę wokół zdjęć z otrzęsin. - Mam głęboką pewność i przekonanie, że prawda zwycięża i broni się sama. Chociaż być może nie od razu. Miałem przez cały ten trudny czas pokój w sercu – traktuję to jako łaskę od Boga – dodaje.
Jednak po całym tym zamieszaniu, ks. Kozyra deklaruje, że otrzęsin w jego szkole więcej nie będzie: „Po przemyśleniu stanowiska mojego przełożonego zakonnego i jednocześnie przedstawiciela organu prowadzącego szkołę podjąłem decyzję, że nie będziemy organizować otrzęsin dla nowo przyjętych uczniów. Są przecież inne formy wspólnej zabawy...”.
Całość rozmowy z ks. Marcinem Kozyrą na Gosc.pl.
eMBe
