Deklaracji ks. Kramera nie potępiam, ale uważam ją za niepoważną. Po pierwsze 40-letni facet, który by dopiero co wystąpił z zakonu nie jest żadnym kandydatem na kogoś, kto miałby adoptować noworodka, podczas gdy na adopcje czekają regularne małżeństwa. Przypuszczam, że żaden poważny urząd adopcyjny by mu dziecka po prostu nie dał. Po drugie, oczekiwałbym raczej poważnego traktowania powołania kapłańskiego i zakonnego, bo to nie jest coś do "targowania się" ze skandalistką. Po trzecie, i to jest najważniejsze, jeśli ktoś rzeczywiście chciałby ratować dziecko w ten sposób, to powinien złożyć propozycję nie w mediach, ale osobiście, bez rozgłosu, matce. Próba tworzenia sytuacji, w której media śledzą, jak zwariowana feministka nosi ciążę, rodzi, a eks-ksiądz odbiera dziecko w szpitalu itd., to tylko powiększanie hucpy, a nie racjonalne działanie. A po czwarte, wszystko wskazuje na to, że Bratkowska nie jest w ciąży, chyba że w polityczno-urojonej.
Co do małej ludzkiej istoty, to jeśliby owa istota w ogóle istniała, i jeśli ktoś chciałby ją adoptować, to na pewno nie powinien zaczynać od rozgłosu w mediach, bo takie działanie przekreśla właśnie możliwość adopcji. Dodawanie do jednego spektaklu innego spektaklu, nie jest, bo nie mogło być, żadnym poważnym rozwiązaniem. Hucpa trwa.
Rozumiem i szanuję wzruszenie. Tym niemniej podtrzymuję moją opinię, że deklaracja ks. Kramera była niepoważna, co więcej, szkodliwa, bo pomogła Bartkowskiej w rozwijaniu zaplanowanej prowokacji. To prawda, że nie ma nic ważniejszego niż miłość. Tyle, że - co podkreślał Ignacy Loyola - miłość powinna być roztropna. W przeciwnym razie staje się własnym zaprzeczeniem.
not. ToR
