Trzeba nam pamiętać o napomnieniu Jezusa: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz: (Mt 7,3). A zatem dostrzegając zło w otaczającym nas świecie, baczmy, abyśmy sami nie żyli w kłamstwie. Obłudą, skutecznie oddzielającą nas od Boga i bliźnich, jest wytykanie innym błędów i grzechów, przy zupełnej ślepocie na własne niedomagania. Z tego jednak nijak nie wynika, że przeciwstawianie się złu na zewnątrz jest jedynie przykrywaniem własnych grzechów. Kiedy czytamy Stary i Nowy Testament, to widzimy, że prorocy, Jezus, apostołowie niejednokrotnie wypowiadali mocne, krytyczne słowa wobec otaczającego ich świata. I jeśli św. Piotr ostrzegał: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8), to nie dlatego, aby przykryć fakt, że kiedyś zaparł się swego Mistrza.

 

Tymczasem jest takie środowisko w Kościele, które głosi, że trzeba koncentrować się na krytyce zła wewnątrz wspólnoty wierzących (w praktyce chodzi o uderzanie w księży), a zostawić w spokoju tych, co na zewnątrz sprzeciwiają się nauce Kościoła, bo  z tego powodu – jego zdaniem – nikt nie porzuca wiary katolickiej. Wyznawcy tego poglądu z satysfakcją piętnują prawdziwe i wymyślone słabości ludzi i struktur Kościoła, a jednocześnie przyjmują uniżenie każdą anty-katolicką bzdurę wypowiadaną przez media i polityków.

 

Jezus nauczał, że „co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,20), a „nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym, bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala” (Mk 7,18-19). Te słowa odnoszą się jednak do sporu o tzw. nieczyste pokarmy i żadną miarą nie mówią nam, że nic, co na zewnątrz, nie może nam zaszkodzić. Pokarm idzie do żołądka, a strawiona masa jest wydalana, ale nie tak się dzieje z ideami i ideologiami, które zatruwają serce i umysł człowieka. Księga Apokalipsy mówi o Wężu starodawnym, zwodzącym całą zamieszkałą ziemię (por. 12,9). To zwodzenie ludzi, szczególnie młodych, dokonuje się poprzez konkretne osoby oraz instytucje. Wciskanie postaw skrajnie konsumpcjonistycznych, szerzenie gejowskiej ideologii w ostrej opozycji do nauki Kościoła, zalew pan-seksualizmu, mentalności antykoncepcyjnej i aborcyjnej, planowe kłamanie na temat Kościoła – to wszystko ma zły wpływ na ludzi, którzy często bywają całkiem bezbronni wobec tego, co z zewnątrz do nich dociera. Wrogie katolicyzmowi idee jak najbardziej odrywają ludzi od Kościoła. I nie miał racji ks. Tischner, który sugerował, że z powodu dzieł Lenina i Marksa nikt od Kościoła nie odszedł. Komunistyczno-ateistyczna ideologia miała bowiem zgubny wpływ na myślenie milionów ludzi. 

 

W zacytowanej na początku wypowiedzi mowa jest jeszcze o tym, że nie wolno nam bać się świata. To prawda, tyle że zdanie to często interpretowane jest w przewrotny sposób. Ktoś skrytykuje obecność bluźniercy Nergala w TVP, to znak, że boi się świata. Ktoś zaprotestuje przeciwko próbie wprowadzania tzw. małżeństw homoseksualnych, ha! niechybnie boi się ludzi. Ktoś mówi o gospodarczych przekrętach – pewno jakiś oszołom! Itd. To taki sprytny chwyt, który ostatecznie prowadzi do zmiękczania społeczeństwa w obliczu różnych przejawów zła. Nie dajmy sobie wmówić, że stawanie po stronie sprawiedliwości i prawdy jest wyrazem lęku przed światem. Sprzeciwiajmy się propagandzie atakującej dusze naszych bliźnich z zewnątrz. Ale zarazem patrzmy na nasze wnętrze, na swoje bycie przed Bogiem. 

 

eMBe/Areopag21.pl