Niektórzy się dziwią, że wzrosła w tym roku liczba powołań do seminariów diecezjalnych. Pierwszy rok rozpocznie ponad setka kleryków więcej niż w ubiegłym roku i dwa lata temu. Nie dziwi owo zdziwienie, skoro mamy potężny kryzys demograficzny, a ponadto nie wydaje się, aby w Polsce panowała atmosfera sprzyjająca rodzeniu się kapłańskich powołań. Różnie próbuje się wytłumaczyć ten wzrost: „efekt Franciszka”, skuteczna ewangelizacja, wysiłek tzw. duszpasterstwa powołaniowego. Z drugiej strony sugeruje się, że bycie księdzem zapewnia stabilizację materialną i pewną pozycję społeczną, co może przyciągać w dzisiejszych kryzysowych czasach. Nie należy lekceważyć tego rodzaju socjologiczno-psychologicznych rozważań, wszak Boża łaska powołania kapłańskiego buduje na naturze, tj. działa przez różne widzialne przyczyny. Z mojego własnego doświadczenia wynika jednak, że poznane z bliska historie powołań kapłańskich wymykają się statystykom i ogólnym mechanizmom. Przez 6 lat – jako prowincjał jezuitów – rozmawiałem z kandydatami z mojej prowincji zakonnej. Każdy miał jakąś swoją, niepowtarzalną historię do opowiedzenia, w centrum której stało doświadczenie spotkania z Bogiem. Ci młodzi ludzie zaskakiwali swego rodzaju radykalizmem w pragnieniu służenia Bogu i ludziom. Jestem przekonany, że byli w tym szczerzy. Wygodnictwo, praktyczny materializm, wicie sobie ciepłego gniazdka pojawia się u niektórych później, a nie na początku. Swoją drogą, to ciekawy temat, jak i dlaczego niektórzy się degenerują podczas formacji seminaryjnej, czy też pierwszych lat kapłaństwa. Warto zwrócić uwagę, że od lat w niektórych diecezjach amerykańskich jest boom powołaniowy. A przecież można było oczekiwać, że po skandalach pedofilskich seminaria opustoszeją. Znaczące jest w tym kontekście świadectwo pewnego kleryka z USA, który studiował na Gregorianie. „Byłem ministrantem, ale nie myślałem o kapłaństwie – stwierdził – ale kiedy wybuchły skandale seksualne, przyszła mi myśl: Mój Kościół potrzebuje mnie bardziej. Może zostanę kapłanem…”. I został! Nasuwają się słowa św. Pawła: „Gdzie wzmógł się grzech, tam obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Także łaska powołań.
ks. Dariusz Kowalczyk SJ
oprac. ToR
