Papieska wypowiedź dotarła do nas za pośrednictwem mediów, wobec czego jest już ona wyjętą z kontekstu interpretacją samych dziennikarzy. Rzecz dotyczy Wielkiej Brytanii, a to środowisko niesprzyjające Ojcu Świętemu, więc będzie szczególnie wrażliwe na takie właśnie kwestie. To jest pewien kontekst, który trzeba uwzględnić, komentując doniesienia prasowe na temat papieskiej wypowiedzi.
Wypowiedź Ojca Świętego w istocie odnosiła się do postawy budzącego się zmysłu odpowiedzialności za drugą osobę w sytuacji - skądinąd całkowicie niemoralnej - męskiej prostytutki i zagrożenia infekcją wirusem HIV. Papież, nie zmieniając w niczym swego nauczania odnośnie do wewnętrznej niegodziwości aktów homoseksualnych, wskazał, że użycie prezezerwatyw przez taką osobę w imię ochrony przed zagrożeniem HIV może wskazywać na rodzący się zmysł moralny, odpowiedzialność za innych. I dodał, że trzeba wówczas mieć nadzieję i dążyć do rozwinięcia się tej moralnej intuicji ku pełnemu nawróceniu i uporządkowaniu życia seksualnego. Ponieważ zaś rzecz dotyczyła sytuacji relacji homoseksualnej, kwestia antykoncepcyjna w ogóle nie odgrywała w niej roli.
Z interpretacji dziennikarskiej wynika natomiast, jakoby papież zmieniał front wypowiedzi w kwestii antykoncepcji i przyznawał, że są sytuacje, w których można zaakceptować używanie prezerwatyw. Jeżeli wsłuchamy się uważnie w wypowiedzi i dokumenty Kościoła, przekonamy się, że nie ma mowy o żadnej radykalnej zmianie stanowiska. Papież odwołuje się do tzw. prawa stopniowości, to znaczy do sytuacji, w której, kiedy mamy człowieka nawracającego się z ciężkiego nieporządku moralnego, to dopuszczamy pewną stopniowość, etapowość jego powrotu, ponieważ nie wszystkim od razu udaje się radykalna zmiana postępowania i całkowite zerwanie z grzechem. Natomiast widać u niego dość jasny i klarowny proces odchodzenia od grzechu i w takiej sytuacji spowiednik może warunkowo udzielić rozgrzeszenia, kiedy do przewidzenia jest krok następny i stopniowo dochodzimy do postawy całkowicie moralnie dobrej.
Papież w żaden sposób nie stwierdził, że użycie prezerwatywy jest dobre. W prawie stopniowości chodzi o to, że dobra jest fundamentalna zmiana nastawienia penitenta, a każdy taki przypadek jest zawsze rozpatrywany indywidualnie – jest to decyzja spowiednika, który widzi, z jakim nastawieniem przychodzi penitent. To nie jest sytuacja, kiedy dopuszczamy prezerwatywy, żeby nie było stosowania antykoncepcji hormonalnej. W sytuacji, kiedy człowiek rozpoznaje zło, przychodzi do spowiedzi i wyznaje, że stosował antykoncepcję hormonalną i chce z tym zerwać, ale boi się, ponieważ dopiero uczy się naturalnych metod planowania rodziny, wtedy spowiednik może warunkowo zgodzić się na zastosowanie prezerwatywy przez ściśle określony czas. Ale to czysto hipotetyczna sytuacja, bo każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie.
Wielu ludzi myli prawo stopniowości, czyli to stopniowe dochodzenie do sytuacji moralnie godziwej, z zasadą stopniowości prawa. Ta zasada nie jest przez Kościół akceptowana, a polega na tym, że różne zasady obowiązują tych samych ludzi w różnych sytuacjach. Otóż, dobro i zło moralne mają to do siebie, że są zawsze takie same, to znaczy, rzecz jest dobra, albo nie. Wobec tego nauczenie Kościoła w kwestii antykoncepcji jest jednoznaczne – jest ona zła. Nawet jeśli jest stosowana z wykorzystaniem metod naturalnych, przy nastawieniu, które mówi życiu „nie”, to nie jest to dobra postawa moralna, bo wyklucza jeden z istotnych przymiotów małżeństwa.
Kościół nie może zmienić nastawienia do antykoncepcji, skoro w Piśmie Świętym, i to w jednym z jego pierwszych fragmentów, jest wezwanie i zobowiązanie złożone przez Pana Boga na człowieka - „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. Przesłanie moralne nie jest własnością Kościoła, tylko jest Kościołowi powierzone.
Problem jest taki, że ogromna część ludzi, deklarujących swoje chrześcijaństwo, pozostaje na poziomie dosyć niskiej świadomości religijnej i moralnej. Wobec tego, taki okrojony i błędnie zinterpretowany przekaz dotyczący bardzo delikatnej kwestii, może zostać odebrany jako zmiana stanowiska Kościoła. Może to wpłynąć na obraz Kościoła, jako niekonsekwentnego, a co za tym idzie – niewiarygodnego. To jest dramatyczna perspektywa, ale mam nadzieję, że dyskusja, jaką wywołała wypowiedź Ojca Świętego, skłoni teologów i pasterzy do jasnej wypowiedzi, jakie jest nauczanie Kościoła w kwestii antykoncepcji, aborcji i zapłodnienia pozaustrojowego.
not. eMBe
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

