Portal Fronda.pl: W Australii na świat przyszły bliźnięta syjamskie. Problem polega na tym, że są niezwykle silnie połączone - mają dwie ręce, dwie nogi, jedno ciało i wszystkie organy wewnętrzne, w tym serce. Dzieci mają też jedną głowę, a na niej dwie twarze, a także wewnątrz dwa mózgi umieszczone na jednym pniu mózgu. Oczywiście, lekarze sugerowali rodzicom aborcję, ci jednak zdecydowali się na urodzenie dzieci. Najprawdopodobniej bliźnięta w krótkim czasie umrą. Prawo pozwala na aborcję w sytuacji, kiedy dziecko może nie dożyć porodu albo umrzeć tuż po nim. Jak Kościół uzasadnia swój sprzeciw w tej sytuacji?

Ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC: Fakt, że ktoś będzie żył krótko nie oznacza, że mogę przyspieszyć jego śmierć. Otrzymując dar życia, każdy z nas otrzymuje również pewien czas do wykorzystania. Jedni więcej, inni mniej i nikomu nic do tego.To Pan Bóg jest dawcą życia i to On decyduje o życiu i śmierci. Oczywiście Bóg szanuje również nasze wybory – jeśli kogoś uśmiercimy, to On go weźmie do siebie, ale to nie znaczy, że dobrze postąpiliśmy. To, że nasze prawo pozwala na zamordowanie dziecka (w tym przypadku dwójki dzieci) tylko dlatego, że urodziły się tak mocno złączone ze sobą, niczego nie zmienia. Od strony moralnej aborcja tych bliźniąt byłaby zabójstwem, po prostu. Zakaz zabijania, w sposób szczególny odnoszący się do dzieci nienarodzonych (czego dowodem jest kara ekskomuniki za grzech aborcji), nie ma żadnych wyjątków. Nie ma znaczenia to, w jakim stanie zdrowia jest dziecko, jakiej jest płci, w jakiej sytuacji ekonomicznej znajdują się rodzice... Jest człowiek, a jedynym godnym dla niego odniesieniem, jest jego afirmacja, czyli bezwarunkowe przyjęcie. To nie podlega żadnej dyskusji.

Co Kościół mówi na temat sytuacji, w których życie nienarodzonego dziecka poważnie zagraża życiu matki?

Są sytuacje, w których na skutek obecności dziecka w łonie matki, życie kobiety jest zagrożone. W takim przypadku mamy prawo i obowiązek ratować kobietę. Ale uwaga - nie może być tak, że bezpośrednią drogą do ocalenia kobiety jest zabójstwo dziecka. Tu należy wejść w dość szczegółowe rozstrzygnięcia, które wydają się dość podobne, a jednak można dostrzec zasadnicze różnice. Odwołam się do nieco odmiennej sytuacji, którą można jaśniej wytłumaczyć.

To znaczy?

Jeśli kobieta jest chora na nowotwór, a jednocześnie nosi w sobie dziecko i trzeba poddać ją leczeniu, które jest groźne dla dziecka, wielu lekarzy proponuje: "Najpierw przeprowadźmy aborcję, a potem leczmy kobietę". Kościół absolutnie się na to nie zgadza, bo naucza, że nie wolno zabijać ludzi. Jeżeli jednak po takiej terapii dziecko umrze, to niestety – tak miało być. Nie chcieliśmy tego, nie dążyliśmy do tego, ale jako nieunikniony skutek uboczny koniecznych działań medycznych tak się wydarzyło. Kościół jednak zaznacza, że jeżeli jest możliwe opóźnienie terapii do czasu urodzenia dziecka, to należy tak postąpić.

Wielu rodziców patrzy jednak na dziecko jako na zagrożenie dla kobiety, często już mającej dzieci. Z obawy, by te dzieci nie straciły matki, a mąż żony, decydują się na aborcję, aby leczyć kobietę...

Tak naprawdę problem tkwi w tym, czy w bycie, który jest w łonie matki dostrzegamy człowieka, czy nie. Jeżeli widzimy, że to jest pełnoprawny człowiek, dokładnie taki sam, jak jego matka, to nasze podejście jest inne, niż wtedy, kiedy traktujemy go jako potencjalnego człowieka albo zarodek. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy w Sejmie odbywała się debata nad inicjatywą obywatelską, chroniącą życie ludzkie od poczęcia, Kaji Godek zabroniono mówić o "człowieku" czy "zabijaniu". Ale aborcja właśnie tym jest – zabijaniem dzieci. Dzieci zabijać nie wolno. Może tak się stać, że na skutek koniecznej terapii nie da się uniknąć śmierci dziecka, ale nigdy nie może być tak, że śmierć dziecka jest "terapią". Tak nie wolno.

Jaką ofertę duszpasterską Kościół ma dla rodziców, których dzieci urodzą się chore albo umrą po porodzie? Retoryka lewicy jest w tym przypadku bardzo agresywna – Kościół każe kobietom być inkubatorami, rodzić zdeformowane płody i skazuje je na cierpienie, bo dziecko albo umrze, albo będą przez wiele lat musiały się nim zajmować...

Jest coraz więcej instytucji kościelnych, które pomagają w takich sytuacjach. Na szczególne wyróżnienie zasługują hospicja prenatalne, służące pomocą małżeństwom, którzy wiedzą, że ich dziecko umrze jeszcze przed narodzinami albo bezpośrednio po nich. Chyba w każdej diecezji są już kapłani, którzy potrafią sprawować opiekę duszpasterską w takich ekstremalnych warunkach. Są także specjalne ośrodki rekolekcyjne. W Licheniu świadczymy pomoc rodzicom, którzy mają doświadczenie utraty dziecka. Rozmawiamy z takimi rodzicami.. Ktoś mi ostatnio powiedział, że nie zna nikogo, kto byłby niezadowolony z tego, że mimo wszystkich wad i chorób, pozwolił swemu dziecku się urodzić. To jest trudne doświadczenie. Ale jest takie, bo miłość jest trudna. Aborcja czyni z człowieka mordercę...

Rozmawiała Marta Brzezińska-Waleszczyk