Fronda.pl: W mediach głośno zrobiło się o wsparciu, jakiego siostry Radwańskie udzieliły Fundacji św. Brata Alberta. Jak wygląda ta współpraca?

 

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Wszystko zaczęło się od wizyty p. Roberta Radwańskiego, ojca Urszuli i Agnieszki, który ze względu na nazwę naszej miejscowości – Radwanowice, szukał swoich korzeni. Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście rodzina p. Roberta wywodzi się z Radwanowic. Później przyjechał z córkami i wtedy siostry zaproponowały, że chętnie nam pomogą. Uznaliśmy, że przy okazji kampanii na rzecz odpisywania 1% od podatku, ważne jest wsparcie ze strony osób znanych. Wcześniej były to tylko pewne próby, natomiast w tym roku Agnieszka i Urszula zaproponowały sesję fotograficzną z podopiecznymi i powiedziały, że możemy używać ich nazwiska do naszych akcji. Trzeba pamiętać, że nasza fundacja prowadzi działalność nie tylko w Radwanowicach, ale w 28 ośrodkach na terenie całej Polski dla tysiąca osób niepełnosprawnych. Takie wsparcie jest dla nas bardzo ważne, ponieważ - jak każda organizacja pozarządowa - mamy ustawiczne problemy finansowe. Dotacje państwowe są coraz mniejsze, a potrzeby ogromne. Trzeba budować, remontować, rozbudowywać i dlatego nastawiliśmy się w tym roku na szeroką akcję na rzecz wspomnianych odpisów 1-procentowych. Szkoda, że tylko 40 % obywateli dokonuje takich odpisów. Przecież to nic nie kosztuje! Poza tym, wielu Polaków wyjecha ło za granicę i tam się rozliczają. Trzeba również pamiętać, że społeczeństwo biednieje. Paradoks polega na tym, że z roku na rok wzrasta nam liczba wpłacających na fundacje, ale kurczą się kwoty, bo ludzie coraz mniej zarabiają.

 

 

 

Media są zaskoczone Księdza współpracą z siostrami Radwańskimi, ale z Księdza wypowiedzi wynika, że jest ona owocem dłuższej znajomości...

 

Tak jak wspomniałem, zaczęło się od przyjazdu p. Roberta do Radwanowic. Chciałbym podkreślić, że wcześniej go nie znałem. Także można powiedzieć, że nasza znajomość to ich inicjatywa. Gdy odwiedziły mnie również Agnieszka i Urszula, bardzo spodobało mi się to, że w relacjach z naszymi podpiecznymi świetnie się odnajdują. Mam różne doświadczenia z tzw. VIP-ami. Czasami celebryci boją się podać rękę niepełnosprawnym, krygują się, chcą zachować dystans, natomiast siostry Radwańskie świetnie weszły w naszą działalność.

 

 

Jak rozumiem, same to zainicjowały?

 

Tak, a przy tym mają doskonały kontakt z tymi ludźmi. Traktują ich jak kolegów i koleżanki, a nasi podpopieczni mówią do nich po imieniu. Nie zachowują się jak celebrytki, są całkowicie normalne w tych relacjach. Co ciekawe, to zachęciło wielu naszych podopiecznych do zainteresowania się sportem. Czasem niepełnosprawnych trudno jest do tego przekonać, a tutaj mają niesamowitą motywację. Gdy Agnieszka przegrała finał Wimbledonu, podopieczni wyszli z inicjatywą, że przywitają ją na lotnisku. Wykonali nawet dla niej anioła, którego wręczyli jej na lotnisku. To również była ich inicjatywa, nikt im tego nie podpowiadał! Nie był to jednostkowy przypadek. Zauważyłem też, że niektórzy bardziej sympatyzują z Agnieszką, a inni z Ulą. To bardzo ważne, ponieważ zależy nam, aby niepełnosprawni byli częścią społeczeństwa i nie czuli się izolowani w jakimś getcie. Inicjatywa sióstr Radwańskich trafiła w dziesiątkę! Jako ciekawostkę powiem, że w tym roku kapituła nagrody Medal św. Brata Alberta przyznała nagrodę niepełnosprawnej tenisistce stołowej Natalii Partyce. Nasi podopieczni uznali, że należy docenić to, że Natalia nie tylko walczy w paraolimpiadach, ale również rywalizuje z pełnosprawnymi sportowcami. To niezwykle ważna motywacja dla niepełnosprawnych i stanowi rehabilitację, której nic innego nie zastąpi. Oni muszą przelamywać bariery, a jak widzą ludzi, którzy potrafią to robić, że są do nich życzliwie nastawieni, że Agnieszka po wygranych meczach przyjeżdża do nich, to czują się niesłychanie dowartościowani. Efekty już widać: powstają drużyny dla niepełnosprawnych, kluby kibica dla niepełnosprawnych, itd. O to właśnie chodzi!

 

 

Przypuszczam, że podopieczni biorą przykład z Księdza. Interesuje się Ksiądz tenisem?

 

W życiu nie myślałem, że kiedyś będę interesował się tenisem. To był dla mnie jakiś kosmos (śmiech). Oczywiście zacząłęm śledzić wyczyny Agnieszki. Teraz jest na topie, ale nawet, gdy przegrała mecz w Londynie, nasi podopieczni również chcieli ją powitać na lotnisku. Sport jest bardzo pozytywnym zjawiskiem. To łączy ludzi, którzy na codzień mogą mieć rożne poglądy.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski