To nie jest sytuacja dobra dla Kościoła, że osoby, które tak się skompromitowały, są przywracane do roli autorytetów moralnych. Czym innym jest działalność charytatywna księdza, który donosił czy nawet praca kapelana w szpitalu, a czym innym obecność w roli publicysty w mediach katolickich.

Wierni mają prawo czuć dyskomfort z powodu obecności takiego publicysty na szacownych łamach. Ksiądz Michał Czajkowski nie chciał się na początku przyznać do swojej współpracy z SB i do dzisiaj z tym polemizuje. Przypomnijmy, że ksiądz Czajkowski przeprowadził najpierw atak na tych, którzy pisali na jego temat. Od razu powstał wtedy komitet obrony ks. Czajkowskiego, atakowano IPN, a autorowi publikacji, panu Tadeuszowi Witkowskiemu zarzucana była zła wola. Dopiero po ponad miesiącu, kiedy zostały ujawnione wszystkie akta i kiedy komisja badająca sprawę z nim rozmawiała, wtedy wycofał się z niektórych swoich twierdzeń, ale do końca prawdy nie powiedział. Trudno go uznać za skruszonego grzesznika.Argument, że ks. Czajkowski będzie się zajmował czymś, na czym, się zna, czyli biblistyką, mnie nie przekonuje. W tak kruchej materii dobrze by było, żeby pisma katolickie nie korzystały z pomocy tego typu osób. Jest przecież wielu, również młodych, kapłanów, którzy są dobrymi biblistami, nie ma więc potrzeby angażowania osób, co do których są tak poważne zastrzeżenia natury moralnej.

 

Zadziałał tutaj układ korporacji: to jest nasz kolega i my mu chcemy zrobić taką boczną furtkę, żeby on wrócił do życia społecznego. Uważam, że to jest na razie mała furtka, która za pół roku się poszerzy. I to jest moim zdaniem wielki błąd. Dziwię się tak „Tygodnikowi Powszechnemu" jak i „Więzi", że zdecydowali się na taki krok.

 

Badania statystyczne, które przeprowadził Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC opublikowane w „Niedzieli" pokazują, że zdecydowana większość świeckich oczywiście takiemu księdzu przebacza, o ile się przyzna. Ale z drugiej strony, bardzo wielu nie chce się spowiadać u takiego księdza. O ile dobrze pamiętam to jakieś 77 procent. Taki sam procent nie chce, by taki ksiądz był katechetą czy proboszczem. Więc myślę, że czytelnicy są przez redakcje obu pism stawiani w bardzo trudnej sytuacji. Zwróćmy jednak uwagę na to, że ks. Czajkowski się na takie rozwiązanie godzi. Nie jest wykluczone, że o to zabiegał. Moje doświadczenia z byłymi tajnymi współpracownikami są takie, że ci ludzie są, przepraszam za określenie, bezczelni do samego końca. Często nie mają wstydu. Spotkałem ludzi, którzy przyznali się do współpracy i żyją teraz uczciwie, nie pchają się na świecznik. Ponowne przyjęcie ks. Czajkowskiego na łamy gazet jest pchaniem się na świecznik. On może przecież pracować w innej dziedzinie i nie musi zabierać głosu.

 

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Not. MaRo

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »