Marta Brzezińska: To jak jest z tym swataniem? Szuka Ksiądz mężów swoim podopiecznym?

 

Ks. Ryszard Halwa SAC: Czyżby potrzebowała Pani swatki? (śmiech)

 

Szczęśliwie, ja już znalazłam swoją połowę, ale Księdzu swatanie chyba świetnie idzie (śmiech)

 

Niekoniecznie.

 

A to, co napisał o Księdzu Super Express? I to jeszcze z Księdza wypowiedziami?

 

No właśnie. A było zupełnie inaczej. Zadzwoniła do mnie jedna z redaktorek tej gazety z prośbą o wypowiedź na temat używania martwych płodów ludzkich przez koncern Pepsi. Autoryzowałem swoją wypowiedź, ale ona w ogóle się nie ukazała. Redakcja prawdopodobnie czekała na odpowiedź Pepsi, więc artykuł nie poszedł do druku. Zamiast niego pojawił się pomysł pojechania do ośrodka, w którym pracuję i zrobienia rozmowy z podopiecznymi.

 

Co to za ośrodek?

 

„Dolina Słońca”. Dla kobiet zagrożonych przemocą.

 

Spotkał się więc Ksiądz z redaktorką „SE” w ośrodku. Co było dalej?

 

Dziennikarka poprosiła o zrobienie zdjęcia z jedną z podopiecznych i tyle. Nawet nie rozmawialiśmy zbyt długo na potrzeby artykułu. Ona zrobiła wywiady raczej z paniami, ze mną rozmawiała tylko w aucie, w drodze do ośrodka. Bo muszę podkreślić, że ośrodkiem “Dolina Słońca” jedynie się opiekuję, na co dzień pracuję w Warszawie, w Fundacji S.O.S Obrony Życia Poczętego i redakcji „Mojej Rodziny”.

 

Więc co z tym swataniem?

 

Nie było o nim w ogóle mowy!

 

Nigdy czegoś takiego nie było w „Dolinie Słońca”?

 

Pamiętam taką sytuację, że jedna z podopiecznych zaprzyjaźniła się z pracownikiem placówki. Później spotykała się z nim w Warszawie, ale ja ich nie swatałem! Co więcej, uważałem, że to bez sensu – ten człowiek był bezdomny. Ona zaszła z nim w ciążę. Naiwna, liczy, że on się zmieni, ustatkuje. Ostrzegałem, że ten związek nie ma większych szans. W międzyczasie dowiedziałem się, że pierwsza żona tego mężczyzny prowadzi dom publiczny, co on skwitował zdaniem: “Każdy orze, jak może”. Zmienił ton dopiero, kiedy zapytałem, czy życzyłby sobie, żeby na przykład jego córka pracowała w burdelu. Ale czy taki człowiek jest w stanie stworzyć dom dla kobiety z dwójką dzieci, w tym jednym jego, które niedługo przyjdzie na świat?

 

Niezależnie od tego, ile kobieta ma lat i po jakich jest przejściach, zachęcam, by szukała męża (...). O nowym narzeczonym zawsze porozmawiam, poradzę, czy warto się z nim spotykać”. To Księdza wypowiedzi z artykułu w „SE”.

 

Zamieszczone bez autoryzacji! Gazeta zrobiła ze mnie swatkę! W fundacji, w której pracuję rozdzwoniły się telefony oburzonych osób.

 

Oburzonych, bo nie dość, że „SE” zrobił z Księdza swatkę, to jeszcze zasugerował, że podważa Ksiądz nauczanie Kościoła, szukając dla kobiet, którym nie wyszło w małżeństwie nowych mężów.

 

Chcę jasno i wyraźnie podkreślić, że jeśli ktoś jest po rozwodzie, to nie ma takiej możliwości, żeby ponownie zawarł związek małżeński. Ale do naszego ośrodka często trafiają kobiety z małżeństw, w których jest podstawa do stwierdzenia nieważności. Taka osoba ma szansę zawrzeć nowy związek małżeński.

 

Próbował Ksiądz skontaktować się z „SE”, żeby sprostować zamieszczone przez nich fantasmagorie?

 

Owszem, gazeta ma zamieścić sprostowanie, w którym wyraźnie zostanie podkreślone, że można wejść w kolejny związek małżeński tylko w przypadku stwierdzenia nieważności poprzedniego. Albo osoba jest wolna, bo wcześniej w ogóle nie zawierała małżeństwa, albo na przykład żyła w konkubinacie. „SE” ma też wydrukować nowy artykuł, w którym zostanie opisana historia jednej z naszych podopiecznych.

 

Co to za historia?

 

Młoda, trzydziestoletnia dziewczyna wyszła za mąż za mężczyznę, który okazał się sprawcą przemocy. Był prawnikiem, dobrze znał wszystkie kruczki prawne, czuł się bezkarny. Kobieta przez cały pobyt nas modliła się do św. Józefa, patrona rodzin. Często chodziła na Mszę Św. i można powiedzieć, że wymodliła dobrą przyszłość dla siebie – otrzymała stwierdzenie nieważności swojego małżeństwa, poznała innego, odpowiedzialnego, dobrego mężczyznę, z którym zamierza się pobrać. To jest coś właściwego, co mogę pochwalić. A wyszedłem na swatkę...

 

Nie tylko. Także na heretyka.

 

Ja nigdy nie zajmowałem się szukaniem męża dla kobiet, które uciekły od mężów sadystów. Niestety, czytelnicy „SE” tak mogli zinterpretować ten artykuł. Prawnicy namawiają mnie, by wytoczyć gazecie proces o naruszenie mojego dobrego imienia – skoro ja się nie wypowiadałem w takiej sprawie, to jak można zawrzeć w artykule moją opinię? I to jeszcze tak zmanipulowaną.

 

Co Ksiądz zamierza?

 

Mam nadzieję, że ukaże się nowy artykuł z moją wypowiedzią na temat tego, kiedy ponownie można zawrzeć związek małżeński. Jeśli pojawi się sprostowanie w takiej formie, to odpuszczę „SE”. Cieszę się, że mam możliwość wypowiedzenia się na portalu Fronda.pl, bo wiem, że w komentarzach pojawiły się paskudne wypowiedzi na mój temat.

 

Czytelników zmylonych artykułem w „SE”, który przedrukowaliśmy, za co najmocniej przepraszam.

 

Szkoda, że nie spróbowaliście skontaktować się ze mną, ale teraz z Panią rozmawiam, więc wina odkupiona (śmiech).

 

Załóżmy hipotetycznie, że mąż bije żonę, ale nie ma podstaw do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Co ma zrobić?

 

Jak ma wrócić do takiego mężczyzny? Przecież Kościół musi chronić takie osoby! Chyba, że – jak powiedziałem – mąż zacznie się leczyć i lekarze stwierdzą, że ma szansę się poprawić.

 

Ale załóżmy, że mężczyzna był całkowicie zdrowy w momencie zawierania małżeństwa. Nagle coś mu się „odmieniło” i w kilka lat po ślubie zaczął się znęcać nad żoną.

 

Jeśli był całkowicie zdrowy, to oczywiście, nie ma podstaw to stwierdzenia nieważności małżeństwa. Tylko, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Zwykle od początku taka osoba ma coś nie tak z psychiką.

Jeśli taki mężczyzna jest na tyle chory, że nie jest w stanie dalej być w małżeństwie, to jak Kościół mógłby zachęcać kobietę, by przy nim trwała?

 

Ale też nie może ułożyć sobie na nowo życia.

 

Nie może.

 

Więc jest w sytuacji bez wyjścia.

 

Przecież Kościół dopuszcza separację. Powinna poświęcić się swoim dzieciom, jeśli je ma.

 

No dobrze, ale załóżmy, że dziewczyna wychodzi za mąż w wieku 20 lat. Z facetem jest wszystko w porządku. Cztery lata po ślubie nagle się zmienia i zaczyna ją bić. Nie ma podstaw do stwierdzenia nieważności małżeństwa. 24-latka jest skazana na resztę życia w samotności? Bez sensu.

 

Niestety, to bardzo trudne, ale tak powinno być. Ale jak wspomniałem, z doświadczenia wiemy, że przyczyna takiej „odmiany” mężczyzny tkwi w nim od początku, nie jest tak, że pojawia się nagle, po ślubie. To nie bierze się z nie-wiadomo-skąd. Ona, co najwyżej, wtedy się uaktywnia. W sądach biskupich pracują psycholodzy i psychiatrzy, którzy są w stanie stwierdzić, czy od początku taka osoba była zdolna do podjęcia tzw. actus humanus, akt ludzki – powiedzieć z całą odpowiedzialnością „tak” na całe życie. Jeżeli była niedojrzała, psychicznie niezdolna do tego, to jest już podstawa do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Trudno to udowodnić, ale sprawcy przemocy zwykle od dzieciństwa mają coś nie tak z psychiką. Trzeba to leczyć. Nie wszyscy chcą. Ale jeśli lekarz stwierdzi, że pacjent nadaje się, by dalej tworzyć więzi małżeńskie, to trzeba o to zadbać. Trzeba pamiętać, że tak, jak osoba, która przebywa w otoczeniu alkoholika, tak również ofiara przemocy potrzebuje terapii.

 

Szukanie nowych partnerów odpada, bo?

 

Gdybyśmy szukali nowych partnerów dla naszych podopiecznych, to najprawdopodobniej one wybierałyby takich kandydatów, którzy znowu by się nad nimi znęcali. Ofiara przemocy, która nie przeszła odpowiedniej terapii, nie jest zdolna do racjonalnego, odpowiedzialnego wyboru. Musi upłynąć sporo czasu, zanim będzie mogła związać się na nowo.

 

Jak zatem młoda kobieta ma patrzeć na mężczyznę, jak wybierać, „sprawdzać”, by krótko po ślubie ukochany nie okazał się psycholem i sadystą? Jak rozeznawać?

 

Oczywiście, nie ma prostej recepty, bo to niezwykle trudne. Ale jestem przekonany, że jeśli ludzie nie zaczynają od seksu, to mają okazję poznać się lepiej. Jeśli zacznie się od tego, to wiele innych spraw umyka, nie patrzy się na nic innego poza ciałem. Trzeba patrzeć, jaki mężczyzna ma szacunek dla swojej matki czy ojca, jak odnosi się do innych osób, kolegów w pracy, czy jest solidnym pracownikiem, etc. Jest wiele elementów, które pozwalają poznać człowieka. Ale jeśli zaczyna się od końca, od seksu, to jest zauroczenie fizyczne i koniec.

 

Niech Ksiądz opowie jeszcze, czym zajmuje się „Dolina Słońca”.

 

Pomagamy kobietom, które są w małżeństwach ofiarami przemocy, by potrafiły się uwolnić z tej sytuacji, by nie wracały do tego partnera, który je bije (o ile na przykład nie zaczął się leczyć). Przez kilka pracowałem w Kalkucie, przy boku Matki Teresy, od której wiele się nauczyłem. Ona przyjmowała pod swoją opiekę każdego, bez względu na wykształcenie, wiek, wyznanie. My także przyjęliśmy do jednego z naszych ośrodków kobietę, która była świadkiem Jehowy (oczywiście, miała nie zdradzać się ze swoją ideologią; przyjęliśmy ją, bo potrzebowała pomocy).

 

Jakie kobiety korzystają z pomocy ośrodka? Bo rozumiem, że nie tylko z tzw. marginesu, ale przekrój społeczny jest szeroki.

 

Przemoc jest w każdym środowisku. Osoba uzależniona od przemocy boi się własnego cienia. Boi się nawet zostawić swojego męża, chyba, że dochodzi już do sytuacji ekstremalnej. Kiedy mężczyzna spróbuje uderzyć pierwszy raz, kobiecie już powinna zapalić się czerwona lampka, że nie warto budować z nim przyszłości. Normalny mężczyzna nie bije kobiety, słabszej osoby, nie ucieka do przemocy. Jeśli tak jest, to trzeba zbadać co się dzieje. Jeśli stało się tak raz, to można mieć pewność, że się powtórzy. Są jednak takie kobiety w naszym ośrodku, które zaraz chcą wracać do swoich partnerów. Mają nadzieję, że się zmienią. Jeśli przemoc w jej rodzinie trwa długo, to takiej osobie mówimy, że drugi raz już jej nie przyjmiemy do ośrodka. Bo znamy ten schemat – kobieta wraca do psychopaty i sytuacja się powtarza. Odradzamy zbyt szybki powrót do partnera, radzimy pobyć w ośrodku, przemyśleć pewne sprawy. Warunkiem oczywiście powinno być też podjęcie przez męża leczenia i stwierdzenie lekarza, że może on być w relacji z drugim człowiekiem.

 

Mężczyźni przepraszają, obiecują, że to ostatni raz, a kobiety to kupują, łudzą się, że on się zmieni. Dlaczego są tak naiwne? Tak bardzo kochają?

 

Kobietom się wydaję, że są w stanie zmienić mężczyznę. Biorą sobie za narzeczonych świrów i myślą, że po ślubie oni się zmienią, że dzieci ich odmienią. Guzik prawda! Będzie jeszcze gorzej! Wszystko jest zalegalizowane, mężczyzna czuje się mocny.

 

Naszym podopiecznym chcemy dać spokój, którego nie zaznały w domu, pokazać, że nie można żyć w wiecznym stresie, cierpieniu. Przypomnieć im, że mają swoją godność, bo często zatracają to poczucie. Pani nawet nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak wielkim przeżyciem jest dla nich pierwsza noc w ośrodku, podczas której mogą spać spokojne, bo nic im nie grozi! Dawniej uważano, że ze względu na świętość związku małżeńskiego należy w nim wytrwać do końca, wycierpieć. Absolutnie! Kościół naucza, że każda osoba ludzka ma swoją godność. Dlatego dopuszcza do separacji, żeby uchronić kobietę przed znęcaniem się nad nią.

 

Jak pomóc kobietom, by drugi raz nie weszły do tej samej rzeki? Nie znalazły drugiego sadysty?

 

To znowu trudne, ale możliwe do zrobienia. Dojrzałe kobiety potrafią wyciągnąć wnioski. Mogą też skorzystać z pomocy poradni rodzinnej przy wyborze partnera. W swej mądrości Kościół przewidział przygotowanie do małżeństwa. Są różne nauki, narzeczeni rozmawiają z sobą o wielu sprawach natury psychologicznej, teologicznej, planują swoją przyszłość. To jest szansa, by poznać tę drugą osobę.

 

Jeden z moich znajomych kapłanów powiedział, że nie bardzo da się poznać osobę przed ślubem, bo nawet w narzeczeństwie my chodzimy przed sobą na paluszkach, trochę gramy.

 

Tak do końca to nigdy tej drugiej osoby nie poznamy. To jest trudne. Ale w przypadku osób wierzących takie metody dają dużo większe szanse. Jeśli osobie zależy na Panu Bogu, ma właściwie odniesienie do Kościoła, rodziny,pracy – to szereg elementów, które składają się na całokształt poznania. Ważna jest chęć poznawania.

 

Dla ofiar przemocy jest nadzieja? Nie muszą tkwić w patologii. Mogą pomóc sobie, swoim dzieciom. Mają szansę, by jeszcze być szczęśliwymi?

 

Najbardziej boli, kiedy cierpią niewinne dzieci. One bardzo przeżywają, nawet przemoc psychiczną. To jest gorsze od wojny, bo na wojnie są przynajmniej schrony, a tu cztery ściany, w których psychol może zrobić z nimi, co tylko zechce. Nadzieją jest to, że one się wyzwolą, odbudują swoją godność. Ale nie mogą od razu szukać nowego mężczyzny! To jest błąd. Muszą okrzepnąć, zresocjalizować się, znaleźć pracę. Jeśli ktoś się pojawi, to w porządku. O ile są wolne albo stwierdzono nieważność ich małżeństwa, to mogą myśleć o wejściu w nowy związek. Pod warunkiem, że to wartościowy człowiek, by drugi raz nie popełnić tego samego błędu. Poza tym, Pan Bóg pomaga. Jedynie On może dać siłę.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska

 

Fundacja S.O.S. Obrony Życia Poczętego, która prowadzi domy dla samotnych matek i ofiar przemocy, ośrodek rehabilitacji dla dzieci z porażeniem mózgowym i szkołę średnią im. św. Jana Bosko, prosi czytelników portalu Fronda.pl o wsparcie. Organizację można wesprzeć dokonując wpłaty na konto:

 

Działania Fundacji można również wesprzeć wpłacając pieniądze bezpośrednio na konto:

BRE Bank SA
Oddział Regionalny Warszawa
ul. Królewska 14
00-950 Warszawa

32 1140 1010 0000 4777 8600 1001

 

Więcej infomacji pod adresem Prawy.pl lub sos-obronazycia.org.pl.