Premier D. Tusk stwierdził niedawno, że nie będzie kłaniał się duchownym. Okazuje się, że on sam pragnie zająć ich miejsce, chociaż czyni to w specyficzny dla siebie sposób. Podnosząc podatki i lekceważąc troskę o obronę interesów naszego państwa, premier prowadzi społeczeństwo do takiego zubożenia materialnego, że znacznej części obywateli pozostaje już tylko skupianie się na wartościach duchowych oraz pytanie o to, czy dożyją emerytury, bo nie stać ich ani na zdrową żywność, ani na wykupienie leków. Prawdziwi księża pomagają ludziom odkryć, że człowiek ma większe wartości niż jedynie dobra materialne czy chwilowa przyjemność cielesna, gdyż różni się od zwierząt i nie żyje samym chlebem. Polski premier jako prototyp nowego „kapłana” prowadzi do sytuacji, w której nawet ludziom młodym, wykształconym i z dużych miast pozostaje już tylko duchowa medytacja, albo wyjazd zagranicę, gdyż we własnej Ojczyźnie mogą liczyć jedynie na to, że będą bezrobotni, zadłużeni i bez perspektyw na utrzymanie choćby małej rodziny.
Obecny premier ma wyjątkowy talent do pozbawiania polskiego społeczeństwa dóbr materialnych i do cieszenia się już tylko aspiracjami duchowymi. Trzeba przecież niezwykłego talentu, by doprowadzić do rekordowego zadłużenia Polski w sytuacji, w której od pięciu lat rząd intensywnie wyprzedaje majątek narodowy, podnosi podatki, odbiera ludziom pieniądze zgromadzone w funduszach emerytalnych, a jednocześnie korzysta z dużych dotacji ze strony Unii Europejskiej. Wygląda na to, że te wszystkie pieniądze poszły na zbudowanie - częściowo na koszt podwykonawców - kilkuset kilometrów autostrad i jednego stadionu (pozostałe zbudowały samorządy).
W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy dużej części społeczeństwa podoba się taki premier, który pozbawia nas dóbr materialnych i który doprowadza do tego, że w rządzonym przez niego kraju obywatelom pozostaje już tylko fascynacja dobrami duchowymi? W innych krajach społeczeństwo takiego premiera szybko pozbawiłoby władzy, gdyż obywatele zwykle oczekują od rządu zdecydowanie bardziej troski o dobra doczesne niż o dobra wieczne. W Polsce jednak mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową, gdyż premierowi i wspierającym go mediom udało się coś, co socjolodzy być może nazwą kiedyś „polskim cudem”, a mianowicie doprowadzenie do sytuacji, w której wielu obywateli przestało być krytycznymi wyborcami, a stało się fanatycznymi kibicami D. Tuska. Fanatyczny kibic nie kieruje się intelektualnymi argumentami, lecz emocjami. Takiemu kibicowi ukochana drużyna wydaje się najlepsza na świecie. Wierzy w to, że jeśli nawet spada ona do piątej ligi, to tylko dlatego, że ktoś nie docenia jej piłkarskiego geniuszu, albo że istnieje jakiś spisek korupcyjny, który ma doprowadzić do jej upadku. Gdy słucham wypowiedzi fanów polskiego premiera i czytam ich wypowiedzi w Internecie, to nie znajduję w nich żadnych merytorycznych analiz, a jedynie emocjonalne pochwały na cześć ich idola oraz nienawiść do tych, którzy woleliby, by premier naszego państwa bardziej troszczył się o nasz dobrobyt doczesny, niż o nasze szczęście wieczne nieco przed lub tuż po osiągnięciu przez nas zasłużonej emerytury.
Not. Marta Brzezińska

