Ks. Marek Dziewiecki na łamach "Naszego Dziennika" odnosi się do artykułów z "Tygodnika Powszechnego", który wprost postulował, aby najpierw była Pierwsza Komunia Święta, a potem spowiedź. - Wątpię, by tego typu wypowiedzi wynikały z rzeczywistej troski o dzieci. Osoby i środowiska deklarujące taką troskę w kontekście pierwszej spowiedzi milczą wtedy, gdy dzieci faktycznie narażone są na traumatyczne doświadczenia i zgorszenie, np. wtedy, gdy są przez feministki zabierane na "manifę", w czasie której oglądają wulgarne plakaty i słyszą jeszcze bardziej wulgarne słowa. "Zatroskani" o dzieci milczą także wówczas, gdy pornograficzne okładki czasopism wystawiane są w miejscach dostępnych dla dzieci - punktuje duchowny.
Z jednej strony, liberalni psycholodzy, pedagodzy i politycy twierdzą, że współczesne dzieci szybciej niż jeszcze kilka lat temu rozwijają się w sferze intelektualnej, i dlatego powinny rozpoczynać naukę w szkole już od szóstego roku życia. Ale z drugiej, pzy okazji pierwszej spowiedzi świętej, "ci sami ludzie każą nam wierzyć w to, że ten szybszy rozwój nie dotyczy najważniejszego wymiaru inteligencji, jakim jest inteligencja moralna".
- Mamy wierzyć w to, że w dziedzinie zdolności odróżniania dobra od zła współczesne dzieci czynią krok wstecz i że akurat w tej sferze brakuje im jeszcze zdolności myślenia. W rzeczywistości dzieci pierwszokomunijne nie mają problemów z odróżnianiem dobra od zła, o czym łatwo się przekonać w bezpośredniej rozmowie z nimi na ten temat. Niektóre mają natomiast trudności z powstrzymywaniem się od czynienia tego, co same uznają za zło, gdyż wielu rodziców i innych wychowawców nie udziela im wystarczającego wsparcia - zauważa ks. Marek Dziewiecki.
Duchowny zauważa jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. "Dzieci doświadczają cierpienia nie wtedy, gdy pomagamy im odróżniać dobro od zła, lecz wtedy, gdy tłumimy w nich tę wrażliwość, gdy nie mobilizujemy ich do czynienia dobra, gdy tolerujemy lenistwo, kłamstwo, agresję. Dorośli krzywdzą dziecko wtedy, gdy dostrzegają jego winę tam, gdzie jej nie ma. Prawdą jest jednak i to, że krzywdzą dziecko wtedy, gdy udają, że winy nie ma tam, gdzie ona jest".
Całość artykułu w dzisiejszym wydaniu "Naszego Dziennika".
eMBe

