Międzynarodowe środowisko aktywistów gejowskich ma powody do przypisywania sobie ważnych zdobyczy „naukowych”. Środowisko to najpierw ustaliło, że wbrew twierdzeniom Freuda homoseksualizm nie jest żadnym zaburzeniem rozwoju psychospołecznego, ani żadną patologią. Następnie potrafiło na tyle skutecznie udowodnić ten fakt przedstawicielom świata nauki, że część psychologów i psychiatrów amerykańskich uznała w głosowaniu, że homoseksualizm należy skreślić z listy patologii. W referendum z kwietnia 1974 r. wzięło udział niecałe dziesięć tysięcy z siedemnastu tysięcy ówczesnych członków Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA). Kilka miesięcy wcześniej, bo w grudniu 1973 r. zarząd tego Towarzystwa stosunkiem głosów trzynaście do zera (przy dwóch wstrzymujących się) uznał homoseksualizm za zaburzenie orientacji seksualnej. To, że mimo brutalnych nacisków i szantaży naukowcy amerykańscy  w pierwszym głosowaniu nie uznali homoseksualizmu na przejaw zdrowia, stanowi jedynie potwierdzenie oczywistej prawdy, że „nowoczesna” nauka - podobnie jak „nowoczesna” demokracja - polega na powtarzaniu głosowania w danej dziedzinie dopóty, dopóki nie ustali się „właściwego” wyniku.

 

Jeśli międzynarodowe środowisko aktywistów gejowskich chce być konsekwentne, to powinno dokończyć dzieła, czyli doprowadzić do dwóch innych, nie mniej ważnych, a brakujących jeszcze odkryć „naukowych”. Pierwszym z tych nadal brakujących odkryć jest udowodnienie, iż niepłodność to przejaw zdrowia i że niezdolność do przekazywania życia należy skreślić z listy chorób. Homoseksualiści tworzą przecież pary niepłodne, gdyż nie mogą mieć ze sobą dzieci, a mimo to niepłodność nadal pozostaje na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia. To poważne niedopatrzenie ze strony lobby homoseksualnego. Dopiero wtedy, gdy międzynarodowemu środowisku aktywistów gejowskich uda się wykazać, że niepłodność to przejaw zdrowia, do homoseksualizmu nie będzie już odnosić się żadna kategoria chorobowa: ani psychiatryczna, ani medyczna. Takie rozwiązanie będzie miało wprawdzie pewien mały minus, gdyż pod żadnym pozorem procedury in vitro nie będzie już można uznać za metodę leczenia, jednak plusy będą znacznie większe. Plusem będzie choćby to, że ministerstwo zdrowia będzie mogło oficjalnie uznać kobiety płodne za pacjentki, a antykoncepcję hormonalną za lek. W konsekwencji będzie też mogło już oficjalnie antykoncepcję hormonalną wpisać na listę leków refundowanych (a nie na przykład jedynie jako lek na trądzik).

 

Drugie z zadań, jakie stoi przed międzynarodowym środowiskiem aktywistów gejowskich, to wprowadzenie tak zwanej homofobii na oficjalną listę chorób. Lobby homoseksualne swoim autorytetem stwierdza przecież, że coraz większa grupa ludzi cierpi na tę właśnie - nabytą czy wrodzoną? - chorobę. Problem polega na tym, że „homofobii” nie ma ani w wykazie Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, ani na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia. Choroba ta nie została uznana, opisana ani sklasyfikowana przez właściwe gremia specjalistów. A zarzucanie komuś choroby, która nie istnieje, mogłoby zostać uznane za skrajny przejaw mowy nienawiści, o którą to mowę nienawiści międzynarodowe środowisko aktywistów gejowskich raczej nie chce być oskarżane, gdyż to właśnie to środowisko zarzuca mowę nienawiści innym grupom. W tej sytuacji nie zdziwię się, jeśli wyznaczone przez gejów autorytety w trybie pilnym ustalą genezę i przejawy „homofobii”, a także opracują procedury i określą koszty terapii tejże choroby, która na razie w żadnym wykazie chorób nie występuje. Jeśli międzynarodowe środowisko aktywistów gejowskich doprowadzi do tego, że odpowiednie stowarzyszenia psychiatryczne za którymś głosowaniem stwierdzą, iż „homofobia” jest chorobą i że w dodatku naprawdę występuje, to odtąd nie tylko będzie można już legalnie tę chorobę komuś przypisywać, nie będąc oskarżanym o stosowanie mowy nienawiści, ale też możliwe stanie się takie zmodyfikowanie prawa, by w praworządnych państwach sądy mogły przymuszać „homofonów” do podjęcia leczenia.

 

Rzeczą logiczną jest to, iż jedynym stuprocentowo pewnym dowodem na całkowite wyleczenie społeczeństwa z „homofobii” będzie doprowadzenie do sytuacji, w której wszyscy ludzie – najpóźniej w wieku przedszkolnym - staną się aktywistami gejowskimi. Nastanie wtedy epoka największego rozkwitu ludzkości, a obywatele będą żyli w doskonałej harmonii i wzajemnym szacunku. W konsekwencji bezpowrotnie zniknie największa plaga współczesnych społeczeństw Unii Europejskiej, jaką nie jest prymitywna (anty)kultura, aksjologiczny nihilizm, zanik wrażliwości moralnej, kryzys wychowania, bezrobocie, korupcja wśród rządzących, zapaść służby zdrowia, czy rozpad systemu emerytalnego, lecz „mowa nienawiści”. Taka zła mowa nie będzie przecież z definicji możliwa w społeczeństwie, w którym wszyscy tak radykalnie wyleczą się z „homofobii”, że dołączą do lobby homoseksualnego. W takim społeczeństwie wszyscy obywatele będą odtąd całkowicie równi i traktowani w jednakowy sposób. Oczywiście z wyjątkiem tych, którzy zdecydują się na terapię, gdyż z zupełnie nienaukowych powodów będą chcieli kierować się miłością, a nie orientacją popędową.

 

Ks. Marek Dziewiecki 

oprac. eMBe