W środę obyło się spotkanie w Warszawie spotkanie z ks. Adamem Bonieckim, który promował swoją najnowszą książkę „Dookoła świata”. Zapowiadane spotkanie rodziło pewne wątpliwości, wszak redkatora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” wciąż obowiązuje zakaz publicznego wypowiadania się w mediach – o czym pisaliśmy na portalu Fronda.pl.
Spotkanie promujące książkę dotyczyło Kościoła otwartego. Prócz ks. Bonieckiego pojawili się na nim o. Maciej Zięba i Marek Zając. - Spór dotyczy tego, gdzie są granice Non possumus [łac. "Nie możemy" - słynne powiedzenie Prymasa Wyszyńskiego], a to są sprawy względne, dyskusyjne. Obrona za wszelką cenę status quo prowadzi do zamknięcia mentalnego. A to wynika z niepewności. Np. myślimy, że jeśli naruszymy system finansowania Kościoła, to Kościół się rozsypie. Może być takie zamknięcie, które wszystkiego broni i przez to odbiera życie Kościołowi – mówił ks. Boniecki. I podkreślał, że "Kościół to nie jest struktura osądzająca, wykluczająca, ale otwartych ramion, bo taki jest sens Kościoła".
Jak czytamy w „GW”, prowadząca spotkanie Ewa Kiedio z "Więzi" zapytała, czy rację ma bp Antoni Dydycz, który robiąc aluzję do Kościoła otwartego powiedział, że "coś może być martwe, a mimo wszystko może zatruwać"? Ks. Boniecki, choć nie chciał komentować bezpośrednio wypowiedzi biskupów, odpowiedział: „Sądzę, że ta irytacja na to, co się rozumie przez Kościół otwarty wynika z lęku. Może także z troski o Kościół, ale i z lęku, który do niczego nie prowadzi. Bo człowieka trzeba przyjąć takim jaki jest. Łatwo się mówi: potępiam grzech, ale nie człowieka. To działa w stosunku do samego siebie, ale innym łatwo odbieramy ludzką twarz, godność. Dlatego trzeba dodawać odwagi tym, co się lękają”.
Ks. Boniecki odpowiedział także na pytanie prowadzącej, jakie grzechy popełnia Kościół otwarty: „Myślę, że nie ulegliśmy w "Tygodniku" pokusie, by odsądzać kogoś od czci i wiary. Czasem jednak budzi się zjadliwość, złośliwość, że można tak dojechać temu bratu w Chrystusie, że mu się niedobrze zrobi. Taki grzech na pewno popełniłem”.
Redaktor naczelny senior „TP” podzielił się także pewną anegdotką z jednej ze swoich wizyt w Toruniu. „Poszedłem do najbliższego kościoła i tak się złożyło, że był to kościół redemptorystów Szok. Jeden z zakonników spytał mnie: Proszę księdza, czy ksiądz jest tym księdzem Bonieckim? I koncelebrowaliśmy mszę, na której padły słowa: "Bracia i siostry, drodzy słuchacze Radia Maryja". Bo msza była tam transmitowana. Pomyślałem, że to cudowne, jesteśmy braćmi, wspólnie odmawiamy słowa konsekracji - relacjonował ks. Boniecki. I dodał: - Może od tego czasu mniej mnie kopią w tym Radiu?” - zastanawiał się ks. Boniecki.
eMBe/GW
