Jako duszpasterz mogę powiedzieć, że pierwsza spowiedź już dla dzieci pierwszokomunijnych jest bardzo ważna, bardzo ją przeżywają. Im może nawet trudno jest zrozumieć do końca, że kapłan jest tutaj w imieniu Pana Jezusa, że Bóg jest obecny. Dziecko jednak już dobrze rozróżnia dobro od zła. Jeśli coś popełniłem złego i niewłaściwego to się tego wstydzę. To normalna reakcja.

 

Zawsze mówię dzieciom w konfesjonale, że jeśli zachowałeś się w sposób niegrzeczny wobec mamy czy taty, to ich przeproś. Zły czyn jest obrażaniem naszego miłosiernego Ojca, Dobrego Taty, który się o nas codziennie troszczy. Czasem zadaję za pokutę przeproszenie mamy, taty czy osób mu bliskich, którym wyrządzono krzywdę. Grzechy dziecka nie są banalne, to są dla niego bardzo poważne rzeczy. Syn przeżywa, że np. mama za to, że źle się zachował do niego nie odzywa.

 

Często wychodziłbym z konfesjonału i przytulał taką wyspowiadaną osobą. Widzę wielokrotnie łzy radości. Bo ja się cieszę przecież razem z nim. To jest wspaniała chwila.

 

Problem polega na tym, że na zachodzie Europy nie ma już poczucia grzechu, wyrządzonego zła. My jeszcze mamy to wyczucie i uczymy o tym dzieci, żeby miały świadomość, że poprzez grzechy krzywdzą innych. Należy przeprosić za zło, żałować i Pan Bóg nam to odpuszcza i daruje. I dla dzieci to doświadczenie darowania grzechu jest fantastyczne. Czasami nawet dopytują: a czy na pewno Bóg im wybaczył? Na pewno. Jest wielka radość.

 

Najgłośniej przeciw spowiedzi będą krzyczeć ci, którzy się nie spowiadają, nie praktykują tego sakramentu. Dla nich to będzie mówienie o traumie, że jest to mówieniu obcemu człowiekowi swoich grzechów. To jest przecież spotkanie żywym Bogiem, które przynosi radość i ukojenie, ale one chyba nie wiedzą, że o to tu chodzi.

 

Not. Jarosław Wróblewski