Fronda.pl: Jak ocenia Ksiądz sytuację do jakiej doszło w Karpniku k. Jeleniej Góry, gdzie były proboszcz nie chce opuścić plebanii?

 

Ks. Bogdan Bartołd: Muszę powiedzieć, że to dla mnie zupełnie nowa sprawa, nie znam jej szczegółów. Nie wiem, czy zostały wyczerpane wszystkie drogi, dotyczące kwestii negocjacji. Wiem natomiast jedno: kapłana obowiązuje posłuszeństwo wobec biskupa. Ksiądz biskup ma określone plany, które muszą być przez kapłana respektowane i wykonywane. Oczywiście czasami prowadzimy pewien dialog: ksiądz biskup stawia pytania, przedstawia propozycje, to całkowicie normalne elementy w relacjach między podwładnym a zawierzchnikiem. Natomiast w sytuacji, gdy ktoś został wydalony ze stanu kapłańskiego, trzeba sobie uzmysłowić, że już nie jest kapłanem. Trzeba to wyraźnie podkreślić! Należy też postawić pytanie, czy osoba - nie będąca kapłanem -  ma prawo zajmować pomieszczenia, które należą do Kościoła. Oczywiście najlepiej, żeby takie sprawy były rozwiązywane w toku uzgodnień. Na pewno nie można w takich przypadkach stosować siły. Myślę, że nikt nie ma nawet takich planów! Trzeba jednak pamiętać, że w takich sytuacjach pojawiają się emocje.

 

Co można zrobić w takiej sytuacji?

 

Na pewno nie można podgrzewać atmosfery wobec wiernych. Należy zastanowić się również nad jakimś alternatywnym rozwiązaniem, nowym miejscem zamieszkania dla tego człowieka, przecież dla niego cała sytuacja również jest jakimś dramatem. Trudno rozstrzygać, nie znając bliżej szczegółów tej sprawy.

 

Czy zetknął się już Ksiądz z podobnymi sytuacjami?

 

Oczywiście, zetknąłem się z przypadkami opuszczania stanu kapłańskiego. Nie są to liczne przypadki, a sytuacje w których ktoś nie chce opuścić parafii, są naprawdę incydentalne. Jeżeli ktoś porzuca stan kapłański czy zostaje z niego wydalony, stara się podjąć jakąś pracę i - po prostu - żyć na wzór osoby świeckiej.

 

A jak wygląda jego życie sakramentalne?

 

Wszystko zależy od tego, z jakimi przewinieniami mamy do czynienia, jak wygląda konkretna sytuacja. Nie można zabronić komuś udziału we Mszy św. czy modlitwie. Na ogół mamy do cznienia z pozbawieniem możliwości pełnienia czynności kapłańskich. Taka osoba nie odprawia Mszy św., nie spowiada, nie używa stroju duchownego, itd.

 

Czy po takim skandalu, życie parafialne może wrócić do normy?

 

Ufam, że tak będzie. Myślę, że nawet tego rodzaju trudne, bardzo bolesne doświadczenia mogą rzeczywiście zjednoczyć ludzi, którzy będą mieli poczucie odpowiedzialności za parafię i wspólnotę. To tak jak w rodzinie: są osoby, które tę rodzinę budują, ale również ludzie, którzy - mowiąc delikatnie -  nie przyczyniają się do tej budowy. Myślę, że dobro wspólnoty i wartości Boże zwyciężą. Zawsze wyznaję zasadę, że Dobro zwycięża, a Zło jest krzykliwe. Po tak trudnym doświadczeniu owocność tego Dobra może być jeszcze większa.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski