- Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn. Zrobił swoje i może odejść - mówi Paweł Deresz. Dodaje, że odkąd przeniesiono go do kościoła św. Anny, nikt się nim nie interesuje. 

W rozmowie z dziennikiem „Polska The Times” Paweł Deresz wyznaje, że obawia się obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej. - Odnoszę wrażenie, że ludzie przyjeżdżają tam tylko demonstrować poparcie dla swojego wodza. To demonstrowanie poparcia dla PiS. To, co się tam dzieje, kojarzy mi się z tym, jak traktowano słynny krzyż – mówi.

- Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn. Zrobił swoje i może odejść - kontynuuje Deresz. - Póki był pod Pałacem, to go broniono, kiedy trafił do kościoła św. Anny, nikt się tam nie pojawia. Nie ma ani kwiatów, ani zniczy – żali się Paweł Deresz, wdowiec po posłance Jolancie Szymanek-Deresz.

W rozmowie z dziennikiem „Polska The Times” przyznaje także, że nie zamierza wziąć udziału w uroczystościach przed Pałacem Prezydenckim w pierwszą rocznicę katastrofy. Jego zdaniem, to obchody partyjne, a nie państwowe. - Nie chcę mieć z tym nic wspólnego wyznaje Deresz.

Wdowiec po zmarłej w katastrofie posłance weźmie udział w mszy na Okęciu oraz oficjalnych obchodach na Powązkach. - Powinniśmy spędzić ten dzień w ciszy i na przemyśleniach, a nie krzycząc pod Pałacem Prezydenckim o relacjach Tuska z Putinem. Nie sądzę, by różnice i podziały między rodzinami ofiar kiedykolwiek miały zniknąć - konstatuje.

eMBe/PolskaTheTimes

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »