Drewniany krzyż stanął pod Pałacem Prezydenckim wkrótce po tym, jak Polską wstrząsneła informacja o katastrofie samolotu z polską delegacją lecącą na uroczystości w Katyniu. Postawili go pełniący na Krakowskim Przedmieściu służbę podczas tygodnia żałoby narodowej harcerze ZHR, ZHP oraz Skauci Europy. Jest spontanicznym wyrazem wspólnych emocji, symbolem tego tragicznego wydarzenia ale i zjednoczenia Polaków. Miał łączyć, zaczął dzielić?

Wybrano nowego Prezydenta i mamy nowy spór – co zrobić z krzyżem? Wywołuje nazbyt silne skojarzenia ze śmiercią? A więc przenieść go w inne miejsce? Jeśli tak, to jakie byłoby dla niego odpowiednie? Archikatedra św. Jana Chrzciciela czy kaplica w Pałacu Prezydenckim? A może jednak powinien zostać na Krakowskim Przedmieściu?

 

Bronisław Wildstein:

Nie rozumiem, dlaczego krzyż miałby być usunięty spod Pałacu Prezydenckiego. Jest to symbol, który upamiętnia tragiczną katastrofę prezydenckiego samolotu, więc zupełnie nie pojmuję choćby rozważania możliwości usunięcia go z tego miejsca.

To jawna próba wyciszenia tego, co wokół sprawy Smoleńska się dzieje. Nie jestem w stanie inaczej wytłumaczyć takiego działania.

Dla kogo takie wyciszenie byłoby najkorzystniejsze? Oczywiście, że dla władzy. Cała sprawa katastrofy prezydenckiego tupolewa jest niezwykle kompromitująca dla obecnego rządu. Oddanie śledztwa w ręce Rosjan to jej największy błąd. Niepodjęcie żadnych starań, aby Polska prowadziła śledztwo, to ograniczenie naszej suwerenności. Powiem więcej, to świadoma i dobrowolna rezygnacja z suwerenności Polski. Oddanie śledztwa w ręce Rosjan to oczekiwanie na z góry ustalony wynik. Oczywistym jest, że winą obarczy się pilotów.

Nie tylko śledztwo kompromituje rząd. Wszystkie działania, jakie miały miejsce przed 10 kwietnia - wszelkie próby niedopuszczenia, aby prezydent poleciał na uroczystości w Katyniu. Cała ta polityczna gra Putina za pośrednictwem Tuska. Wszystko to miało na celu przekonać nas o tym, że prezydent nie ma po co do Katynia lecieć, że wszystko zrobi premier. Wszelkie działania, przede wszystkim mediów, miały zdezawuować autorytet prezydenta.

Jest to wybitny przykład fatalnie prowadzonej polityki zagranicznej. Pokazuje, że jej jedynym celem jest rozprawienie się z partią opozycyjną a nie zajęcie się tym, czym faktycznie powinno. To poświęcenie ważnych celów w polityce zagranicznej na rzecz własnych zagrywek.

Usunięcie krzyża z Pałacu Prezydenckiego byłoby korzystne dla władzy z wielu powodów. Tragedia, jaka wydarzyła się 10 kwietnia, pozwoliła społeczeństwu wyjść poza stereotypy, w jakich zakleszczyły je media. Przede wszystkim, stereotyp złego i głupiego prezydenta, który wszytko utrudnia i we wszystkim przeszkadza. Oczywiście, nie twierdzę, że o prezydencie Kaczyńskim nie można nic powiedzieć źle, że absolutnie nie można go krytykować. Tylko zauważmy, jaka to była krytyka. Niedopuszczalna. Niegodziwa. Taka, która miała jedno na celu – umniejszyć znaczenie urzędu prezydenta.

Schowanie tego krzyża, który jest symbolem nie tylko tragedii, ale i przemian w społeczeństwie, to próba zmarginalizowania tych doniosłych wydarzeń.

 

Rafał A. Ziemkiewicz:

Osobiście, byłbym ostrożny z walką, aby za wszelką cenę krzyż został pod Pałacem Prezydenckim.

Uzewnętrznianie pamięci o Smoleńsku ma sens, jeśli jest to dokonywane za pomocą symboli zrozumiałych. A jak wynika z wyników wyborów prezydenckich, znaczna część mieszkańców Warszawy wciąż chce wierzyć w czarną legendę o prezydencie Kaczyńskim.

Zatem, nie widzę sensu epatowania symbolem, który będzie dla społeczeństwa niezrozumiały. Który będzie, a który właściwie już teraz wywołuje działanie dokładnie odwrotne niż to, jakie mu na początku przyświecało. Poszukajmy raczej godniejszego miejsca dla tego krzyża niż to przed przyszłym domem Bronisława Komorowskiego.

Propozycje usunięcia krzyża z Krakowskiego Przedmieścia to niewątpliwie chęć zadeptania Smoleńska. Postawiono go tam, aby uczcić pamięć ofiar katastrofy lotniczej. Ale w obecnej sytuacji walka o jego pozostawienie tam może przynieść efekt odwrotny – stworzy tylko miejsce do plucia platformersom.

Oczywiście, oni bardzo chcieliby wyciszyć sprawę Smoleńska. To, co dzieje się teraz na naszych oczach, to wybitne zakłamanie i podłość. Całe to fikcyjne śledztwo jest po to, by wmówić ludziom, że winę za katastrofę samolotu ponoszą piloci. I jeszcze na pewno działali oni pod presją prezydenta.

Poszukałbym raczej innego miejsca dla tego krzyża. Godnego. I nie chciejmy tylko i wyłącznie zachowywać pamięci o Smoleńsku. Dziś widzę ogromną potrzebę edukowania o tym wydarzeniu. Tu nie chodzi o samo upamiętnianie, trzeba najpierw dotrzeć do zakutych głów.

 

Łukasz Warzecha:

Przede wszystkim, uważam, że jest to próba zagrzebania całej sprawy, zamiecenia pod dywan, tak, żeby o niej zapomnieć.

Zobaczmy, od czego rozmowa o krzyżu pod Pałacem Prezydenckim się zaczęła. Pan Grzegorz Schetyna ma wystąpić do członków Platformy o zgodę na usunięcie tych symboli, które w Sejmie upamiętniają ofiary katastrofy z jego własnego klubu poselskiego. Gdzie się toczy cała ta dyskusja? Przede wszystkim na łamach "Gazety Wyborczej", która ma niezwykle jasno wyrobione stanowisko w tej sprawie. Retoryka tej gazety w ostatnim czasie to najlepszy wyraz tego, że dziennik ten najchętniej dowiódłby, że to prezydent jest winien katastrofy pod Smoleńskiem.

Jest to działanie, które ewidentnie ma doprowadzić do tego, abyśmy sprawą Smoleńska już się nie zajmowali. Widoczne symbole, kwiaty, zdjęcia, znicze, ten krzyż spod Pałacu mają zniknąć. O Smoleńsku mamy zapomnieć.

Krzyż, który stanął pod Pałacem Prezydenckim jest (a teraz już może raczej był?) symbolem zgody, jaka zjednoczyła naród polski po 10 kwietnia. Zgoda buduje, ale dziś krzyż przestał łączyć, a zaczął dzielić.

A przecież, krzyż nie dzieli! To symbol, który sam w sobie nie jest rzeczywistością mającą kogokolwiek dzielić.

Okres żałoby narodowej, jaką przeżywaliśmy, wybitnie kojarzy się z Krakowskim Przedmieściem, z Pałacem Prezydenckim. W ten kwietniowy tydzień była tam cała Polska. A propozycja przeniesienia tego krzyża to nic innego, jak chęć ukrycia go, schowania. Tak, tak, nie wyrzucamy go ale ... najlepiej jakby go schować między tysiącami krzyży na Powązkach – zdają się mówić ci, którym krzyż pod Pałacem najbardziej przeszkadza.

Zauważamy również, że tragedia, która wydarzyła się 10 kwietnia, dotknęła cały naród. Nawet więcej – ona dotknęła całe państwo polskie. Wszystkich Polaków. Zatem symbol, który wydarzenie to upamiętnia, winien stać w widocznym dla wszystkich miejscu. Jest to symbol, który pod Pałacem powinien zostać. Nie wyobrażam sobie innego miejsca dla tego krzyża.

 

Zebrała Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »