W rozmowie z „VIVĄ” Krzysztof Antkowiak opowiada co działo się z nim od czasu jak wystąpił w Opolu i stał się postacią publiczną do dnia dzisiejszego. Opowiada o tym, że brał narkotyki, codziennie się bawił. W pewnym momencie naszły go myśli samobójcze. I wtedy….

Zwróciłem się do Niego, żeby mi pomógł, gdy już wszystko inne zawiodło – czyli zapragnął Boga!

Ale był czas, gdy Antkowiak poszukiwał sensu istnienia w innych filozofiach:

„Zanurzyłem się w buddyzmie, co było mi potrzebne do tego, bym wiedział, że to nie dla mnie. Myślę, że gdybym nie oddalił się od Boga, to nie poczułbym potrzeby Jego obecności w moim życiu”.

Mocno prosił Boga o pomoc: by wyzwolił go z nałogów, odmienił jego nędzne życie:

Modliłem się, żeby to On kierował moim życiem. I żeby mi dał siłę, wyznaczając przede mną właściwą drogę

Jak mówi w wywiadzie, jego droga do pełnego poznania Boga nadal trwa:

Bogu trzeba zawierzyć do końca. Mój proces nawracania się cały czas trwa. Codziennie o tym z Bogiem rozmawiam i to on sprawił, że zrozumiałem, jak wiele życzliwych osób jest wokół mnie. Poznałem ludzi, którzy wyszli z nałogów i wielu związanych z nimi trudności, wybrali inną drogę, a mnie pokazali, że nie jestem wyjątkiem. Myślę też, że ratowała mnie miłość do ludzi i świata. Ona nigdy we mnie nie umarła

mm/VIVA