- ERT to typowy przykład braku przejrzystości i marnotrawstwa. Ale to się właśnie skończyło. Kosztuje trzy do siedmiu razy więcej i ma cztery do sześciu razy więcej personelu, przy ledwie połowie oglądalności prywatnych stacji - komentuje rzecznik rządu greckiego, Simos Kekidoglou. Jego zdaniem co roku, z budżetu państwa przeznacza się 300 mln na funkcjonowanie spółki.
W wyniku decyzji rządu, zawieszonych zostało 2500 pracowników. Obiecuje się wznowienie działalności spółki "najszybciej jak to będzie możliwe", choć nie w dotychczasowym kształcie - z odchudzoną kadrą.
Decyzji sprzeciwiają się wszystkie partie opozycyjne, a także EBU (Europejska Unia Nadawców w skład której wchodzi 74 europejskich nadawców). Również związki zawodowe zapowiedziały, że nie zostawią tak tej sprawy i będą usilnie dążyć do kontynuacji działalności spółki.
W skład spółki wchodzą: państwowa telewizja, jeden kanał tv satelitarnej, lokalne kanały radiowe. Wszystkie one z dniem dzisiejszym zostały wyłączone.
Dokonano tego pomimo protestów ok. 2 tys. dziennikarzy, działaczy i polityków opozycji. Na znak solidarności, prywatni nadawcy na kilka godzin zaprzestali transmisji własnych kanałów.
MCC/WM/wM
