Statystyki wskazują, że z 5,2 mln uczniów katolickich placówek w latach 60. zostało tylko 2 mln. Po raz pierwszy w historii do szkół publicznych uczęszcza więcej osób niż do szkół katolickich.

 

Michael Reardon, dyrektor wykonawczy Catholic School Foundation w archidiecezji bostońskiej, powiedział, że jedna z przyczyn kryzysu leży po stronie władz kościelnych, które „umożliwiły szkołom upadek” poprzez dotowanie ich z pominięciem zachęcania do znajdowania nowych dróg do osiągnięcia samodzielności i przyciągnięcia więcej uczniów.

 

Natomiast Joseph Wormac, szef Fulcrum Foundation, która w ciągu ostatniej dekady zwiększyła wsparcie dla katolickich szkół w Seattle do 70 mln dolarów, stwierdził, że wysiłki na rzecz ochrony kościelnych placówek nie powinny oznaczać utrzymywania dotychczasowego modelu funkcjonowania. Wormac zwrócił uwagę, że przywództwo i wizja zarządzania pozostawia wiele do życzenia w większości szkół, ale szkoły katolickie „płacą dyrektorom mniej niż publiczne szkoły płacą zwykłym nauczycielom”. Podkreślił, że w powszechnej służbie dzieciom z ubogich rodzin, największym darem, jaki mogą zaoferować im katolickie szkoły jest „Bóg”. – Rodzice „chcą Boga” ponieważ zdają sobie sprawę, że jeśli ich dzieci będą dorastać w wierze, to nie pogrążą się w destrukcyjnym stylu życia, a także raczej nie skończą w wiezięniu – stwierdził Wormac.

 

Zdaniem Wormaca amerykańskie szkoły katolickie były zaniedbywane przez wiele lat, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, kiedy diecezje borykały się z „kryzysem finansowym” spowodowanym między innymi przez odszkodowania wypłacane ofiarom molestowania seksualnego przez księży.

 

Jr3/NCR