Do pałacu królewskiego napłynęło ponad 60 tys. próśb do monarchy, aby nie podpisywał nowego prawa – tłumaczy arcybiskup z diecezji Alcalá de Henares. - Mógł powiedzieć, że nie podpisze; że przedkłada swoje sumienie nad podpis ustawy, która nie przynosi dobra – argumentował w telewizji Intereconom.

Hierarcha odrzuca też opinie niektórych biskupów. Wskazywali oni, że monarcha nie miał innego wyjścia niż podpis, bo zobowiązuje go do tego konstytucja. - Politycy, którzy publicznie popierają aborcji nie mogą przyjmować Komunii św. - przypomina w odpowiedzi.

Najpierw do króla napływały liczne prośby obrońców życia, by nie podpisywał "morderczej ustawy". Teraz, gdy dokument jest podpisany i czeka na wejście w życie, monarchę spotyka zdecydowana krytyka. - Ściągnął na siebie ekskomunikę – ocenia największa organizacja pro-life na świecie Human Life International.

- Juan Carlos mógł dokonać wyboru zgodnie ze swoim sumieniem. Żadne prawo pozytywne nie może pozbawić jakiegokolwiek obywatela, a tym bardziej króla, tej podstawowej wolności – podkreślał prezes włoskiego biura Human Life International ks. Ignacio Barreiro.

Ustawa, którą podpisał król, wejdzie w życie 5 lipca. Wprowadza aborcję na życzenie do 14 tygodnia ciąży. Nowa regulacja pozwala też na zabicie dziecka nawet do 22. tygodnia ciąży, jeśli dwóch lekarzy potwierdzi, że istnieje poważne zagrożenie zdrowia matki lub "uszkodzeń płodu". W niedzielę protesty przeciwko niej odbyły się w Madrycie i innych hiszpańskich miastach.

 

mm/CNA/Piotrskarga.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »