Polskojęzyczny dziennikarz pisze do niemieckiej gazety. Skarży tam na Polskę. Twierdzi, że łamana jest demokracja, opozycja prześladowana, wolność mediów niszczona, praworządność deptana. Wzywa Niemców do tego, by nie milczeli. Prosi instytucje europejskie o interwencje.
Ów polskojęzyczny dziennikarz płacze też Niemcom w rękaw, bo jest w kraju nazywany Volksdeutschem i zdrajcą.
Teraz zagadka: W jakiej polskojęzycznej redakcji może być zatrudniony ten... samozwańczy "Volksdeutsch"?
wbw
