Korespondent "Gazety Wyborczej" zlikwidował funkcjonujące w Moskwie biuro i jeszcze dziś wróci do Polski.
Wacław Radziwinowicz 18 grudnia został wezwany do siedziby rosyjskiego MSZ. Tam poproszono go o zwrot akredytacji i oznajmiono, że musi w ciągu miesiąca opuścić terytorium Federacji Rosyjskiej. Decyzja o jego wydaleniu - jak tłumaczono - jest odpowiedzią Moskwy na odebranie prawa pobytu w Polsce rosyjskiemu dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi.
Opuszczając Rosję Wacław Radziwinowicz podziękował rosyjskim dziennikarzom, działaczom społecznym i niektórym politykom za to, że stanęli w jego obronie. Wyraził też nadzieję, że nie wyjeżdża z Moskwy na zawsze. Jak powiedział w rozmowie z Polskim Radiem, ma plany książkowe związane z krajem, w którym pracował prawie 18 lat.
bjad/Polskie Radio
